piątek, 25 grudnia 2015

Drzewo życia


Drzewo życia.

Drzewo z liśćmi niczym miliony serc kierujących się ku światłu.
Żyje i wzrasta dzięki energii i światłu. Zawdzięcza temu obustronny wzrost. Gałęzie kształtem przypominające korzenie i odwrotnie korzenie przypominające rozrośnięty układ gałęzi. Jego jedna część toczy życie nad, druga zaś pod ziemią. Stanowi doskonały przykład łącznika między ziemią a niebem. Fenomenalnie opanowana umiejętność niezmarnowania lecz wykorzystania każdej docierającej cząstki boskiego daru. Życiodajne światło pochłaniają liście zamieniając na życiową energię przekazywaną do najodleglejszego końca korzeni i odwrotnie, pompując życiodajną wodę i energię ku górze.

Tak bardzo niedoceniamy tych właściwości.

Każdy z nas ma swoje korzenie. Każdy stanowi jakąś część drzewa, z nasienia którego zawdzięcza swe istnienie.

Tak też cała nasza ludzka społeczność stanowi las różnorodnych drzew i korzeni.

Żyjący jesteśmy metaforycznym liściem, gałązką, korą.

Symboliczną ziemią, nawozem są pokolenia żyjące na długo przed nami, z których dziś czerpiemy (bądź nie) naukę, doświadczenie i umiejętności.

Wzrost każdego drzewa jest wyznaczony. Każde kiedyś przestaje się rozrastać.


Jeszcze wiele nauki przed nami do doskonałości.

Drzewo życia.

Każdy z nas jest jego częścią.

czwartek, 17 grudnia 2015

Zabiłeś ją


Czemu tak zaglądasz mi w oczy?
Szukasz czegoś?
Może kogoś?
Nie szukaj. Nie znajdziesz.
Tej osoby już nie ma. Nie istnieje.

Zabiłeś ją.
Bezmyślność zabija. Innych.
Tak wiem, nie miałeś nic złego na celu.
Nie pomyślałeś. Bo i skąd miało ci to przyjść do głowy.
Chciałeś dobrze. Zapomniałeś dodać - dla siebie.

Jest w tym rodzaj tchórzostwa.
Lenistwo.
Nie wysilić się żeby pomyśleć.
Przez chwilę zastanowić się czy to jest uczciwe.
Czy to co mówisz i robisz jest prawdą.

Jestem ofiarą twojej nieuczciwości.
Wobec samego siebie.
Bo tak naprawdę oszukałeś nie mnie.
Lecz siebie samego.
Ciekawe jak długo jeszcze będziesz się oszukiwał. Bezkarnie.

Dotąd, aż unieszczęśliwisz się sam.
Prawdy nie da się ukryć.
Prędzej czy później skruszy najbardziej zatwardziałe serca.
Kawałeczek po kawałeczku.
Ale wtedy będziesz w rozsypce.

Nie zaglądaj mi w oczy.
Nie znajdziesz w nich rozgrzeszenia.
Bo mnie tamtej już nie ma.
Odejdź, proszę. Pozwól mi przeżyć po mnie-tamtej żałobę.
Lubiłam ją.


Szkoda, że jej już nie ma...

Zabiłeś ją, Ayo 17 grudzień 2015

niedziela, 13 grudnia 2015

Przybysz


Pukasz.
Bez odpowiedzi. Zamknięte.
Jestem, ale nie otwieram.
Zachowuję ostrożność.
Przyglądam się dyskretnie i uważnie przybyszowi.
Nie rezygnujesz.
Dobijasz się do moich drzwi.
Błagalnie szukasz u mnie schronienia.
Prosisz o ciepło, w zamian za ogień miłości.
Ulegam, otwieram dostęp do mojej przestrzeni.
Ufam i kładę swoje serce na dłoni.
Oddaję resztki ciepła.
Ty zachłannie pochłaniasz je.
Wzniecasz ogień, który szybko zapala się i jeszcze szybciej gaśnie.
Niestety twój ogień, jedynie mnie poparzył...
Liżę ranę i nie rozumiem.
Głupia jestem.
Zamykam szczelnie drzwi.

Czy prosiłam o ogień?

Przybysz, Ayo grudzień 2015

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Martwe myśli



Po co obiecujesz góry, skoro sam nie potrafisz wspiąć się na lekki pagórek?

Po co wypowiadasz słowa, które w rzeczywistości nie mają żadnego pokrycia?

Już wiem, dlaczego po nich odczuwam coraz większy głód.

Są oszukanym pokarmem.

Nie zarzucam, że były kłamstwem. Pewnie tak myślałeś. Raczej bujałeś w obłokach. Bo wydawało ci się, że twoje myśli wyrażone słowami mają znaczenie. 

Prosta, zwykła sytuacja portafiła zweryfikować jak duża odległość dzieli cię pomiędzy tym co myślisz, mówisz a tym co robisz i jaką przyjmujesz postawę.

To przepaść.

W swoich własnych myślach jesteś bohaterem, wykazujesz się odwagą. Twoje myślenie jest wzniosłe i wzruszające. Wypowiadasz własne myśli jak magiczne zaklęcia.

Niestety są martwe. Nie mają żadnej mocy. To tylko myśli i słowa, w które nie wierzysz nawet Ty sam.

Bo wiara bez uczynków jest martwa...

W samego siebie również...

sobota, 28 listopada 2015

Gdy tak do mnie mówisz...



Uwielbiam, gdy tak do mnie mówisz...
Swoją ciepłą barwą głosu. Jego tembr działa na mnie jak balsam. Oblewa kojącym ciepłem. Leczy rany. Unicestwia wszelkie lęki. Reguluje tętno rozedrganego serca. Wycisza i uspokaja, niosąc chwile największej beztroski i poczucia bezpieczeństwa w największym chaosie.

Uwielbiam, gdy tak na mnie patrzysz...
Swoim łagodnym i skupionym wyłącznie na mnie spojrzeniem. Jestem jakby skąpana w Twych oczach. W poczuciu ważności i wyjątkowości spośród wszystkich innych osób na ziemi. Wyraźnie pojmuję nie tylko własne jestestwo ale i sens istnienia tu na ziemi.

Uwielbiam, gdy tak do mnie uśmiechasz się...
Swoim dyskretnym uśmiechem, który zarezerwowany jest wyłącznie dla mnie. Wyraźnie widzę tę subtelną różnicę. Jest jak przekaz mówiący „cudownie, że jesteś”. W jednym momencie rozpogadza najbardziej zachmurzone niebo. Moje niebo.

Takie niewidzialne, ponadwymiarowe porozumienie.

Niech nie przestaje trwać.

Bez względu na czas, odległość, różnice.

piątek, 20 listopada 2015

Znam takie spojrzenie...


Znam takie spojrzenie, które dotyka...
Penetruje wnętrze. Dociera do najgłębszych zakamarków. Dotyka śledziony. Aż wreszcie przenika na wskroś. Wywołuje drgania i mrowienie. Jest tak silne, że na chwilę musisz oderwać wzrok – inaczej stracisz nad nim kontrolę.

Znam takie milczenie, które wyraża więcej niż tysiąc słów...
Przekazuje to, czego nie trzeba nazywać. Zastępuje setki zdań, których trzeba by użyć, żeby opisać to, o czym się tak wymownie milczy. Wszystko staje się tak oczywiste i tak szczere jak nigdy przedtem. Najlepsze konwersacje nigdy nie słyszały tego, o czym mówi milczenie.

Znam taki dotyk, który jest ledwo muśnięciem... 
Choć nie łączy w boski splot, wyraża uniesienie większe niż nie jeden szczyt. Jest tak subtelny i delikatny a mimo to powoduje lepsze ukrwienie. Przewodzi natężenie elektryczności, które w ułamku sekundy staje się wyraźnie wyczuwalne. Od głowy po czubki palców u stóp. Przypomina poparzenie, które nie zostawia blizny, lecz pamięć o sobie.

To jak Ocean w kropli wody albo Wszechświat w atomie.

Nazwij to jak chcesz...

...

piątek, 13 listopada 2015

Smutas


Czy dostrzegłeś/aś pewne zjawisko?
Mianowice to, że ludzie, którzy często obdarzają swoim uśmiechem, wygłupiają się i parodiują, czy jakkolwiek próbują rozbawiać i wywołać uśmiech na twarzach innych – prywatnie, w samotności i w ukryciu – są to największe smutasy.
Kiedy „opada kurtyna” i nikt nie widzi – ich radość i śmiech najczęściej zanika.
Jest w tym rodzaj aktorstwa.

Zapytasz – jak to możliwe?
To proste.

„Bez cierpienia nie rozumie się szczęścia”
Fiodor Dostojewski

Najpiękniejszym uśmiechem, najszczerszą radością obdarowują ludzie, którzy doskonale znają smak cierpienia i smutku. To osoby przepełnione niezwykłą empatią. Często wystarczy, że spojrzą komuś w oczy (nawet zupełnie obcej osobie) i od razu wiedzą, że coś jest nie tak. Ponieważ doskonale rozumieją ten stan, wręcz „z automatu” włącza im się chęć wywołania uśmiechu na smutnej buzi. Czasem po prostu się uśmiechają, innym razem wręcz błaznują, oby tylko czyjś największy smutek zamienić choćby na mimowolny uśmiech.

Próbowałeś/aś kiedyś kogoś rozbawić?
A wydobyć z siebie uśmiech „przez łzy”, pomimo wewnętrznego smutku, czasem wręcz skrywanego dramatu?
Zwróciłeś/aś uwagę ile życiowej energii potrzeba na to zużyć?
Często to nie lada wysiłek!!

„Zarażanie” uśmiechem innych można przyrównać do chęci niesienia pomocy.
To jak filantropia i wolontariat.
Jednocześnie możliwość czerpiania z tego radości oraz poczucia bycia potrzebnym.

Uśmiech jako zapłata za uśmiech – fenomenalne !!!

A uśmiech – przecież potrafi zdziałać cuda. Magia i moc sprawcza tej najprostszej czynności potrafi kruszyć i przełamywać wszelkie lodowce, a kto wie, czy nie ocaliła komuś życia...

Doceńmy to, bo nie wiemy ile łez może stać za tym pięknym uśmiechem oraz ile wysiłku czasem potrzeba, by móc go z siebie wydobyć...

Uśmiech nic nie kosztuje a jednocześnie posiada wielką wartość.

Zatem mijając kogokolwiek uśmiechającego się do Ciebie - nie zabijaj sobie głowy niepotrzebnymi pytaniami, nie uznawaj tego za dziwactwo - po prostu UŚMIECHNIJ SIĘ.


Otrzymać dar – uśmiech drugiego człowieka – bezcenne.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Dziwne uczucie


Dziwne uczucie.
Dowiadujesz się o śmierci niby zupełnie obcej osoby, którą znało się tylko z widzenia i wymieniało zwykłe „dzień dobry” i nagle czujesz, że mimo wszystko jakoś cię ta wiadomość dotyka.
Zdziwienie. Co najmniej jakby śmierć nie istniała. Jakby nie dotyczyła znanych ci osób i nas samych. Myślisz: ale jak to ?! Przecież przedwczoraj się z nią mijałam... Jaka szkoda, że jej już nie ma. Wydawała się całkiem miła i sympatyczna. Kto by pomyślał, że tak ciężko choruje i w ogóle dlaczego tak szybko odeszła...

I to są właśnie takie momenty, w których na chwilę zwalniamy... Robimy szybki reset. Głównymi absorbującymi nasz umysł zasobami przestają być przyziemne sprawy. Zły dzień. Kiepsko w pracy. Marne finanse. Kolejna rata kredytu do spłacenia. Migrena. Wszystko to przestaje mieć znaczenie. Zaczynamy dopuszczać myśli o kruchości i wartości naszego życia. Przebłysk, że nie możemy się bezustannie zamartwiać i gonić do utraty tchu. Szybka analiza, że trzeba cieszyć się życiem dopóki się da. Przestać narzekać. Zacząć doceniać.

Szkoda, że to działa na krótko.
Celowo o tym zapominamy czy to nasza zawodna pamięć?
Mija dzień, dwa i zupełnie zapominamy o tej chwili. O tym ułamku kilku sekund, w których przewija się nasze życie. O myśli – złożonej sobie obietnicy, że będziemy doceniać to co się ma i cieszyć każdym dniem. Niestety. Jak ślepcy znów wpadamy w tę samą pułapkę. Częściowo skonstruowaną przez System, w którym żyjemy a częściowo w tę, którą zastawiamy na siebie sami. Szybko zatracamy poczucie upływu czasu. Znów grzebiemy i mozolimy się w tym samym bagnie...

Szkoda, że ja też się w tym wszystkim zatraciłam.
Na szczęście jest jutro.

Spróbuję od nowa...

piątek, 23 października 2015

Niekompletna

Dawno nie czułam się tak ociężała, jak dziś. Jakby grawitacja przybrała na sile. Moje ciało o drobnej sylwetce wydaje się być wyjątkowo ciężkim tworem. Każdy mój ruch zdaje się zużywać więcej energii niż zwykle.

Czuję się nieswojo ze sobą. 
Jestem jakby niekompletna. 
Nie ma tej części mnie, która ciągnęła do góry bądź naprzód, na przekór wszystkiemu. Wypełniała wnętrze jakąś niezwykłą energią, ciepłem i powodowała uczucie lekkiego unoszenia nad ziemią, dzięki czemu nawet spore problemy wydawały się niewielkie.

Mój duch życia, jakby osłabł...
...kto wie, może częściowo nawet opuścił.

Nie dziwota.


Moje ciało stało się dla niego więzieniem.

Zmuszając do ciągłego zamartwiania. Serce przygniotło go permanentnym zatroskaniem. W gęstym mroku zabrakło miejsca. Ciasnota nie dopuściła żadnego dźwięku i promienia światła. Nawet sen nie dał mu wytchnienia...

„Mało mnie we mnie
Szukam siebie samej

Duch mój nieobecny
Pozostawił ciało

Zmęczony
Ciężkiej materii dźwiganiem.”
"Niekompletna", Ayo 21.10.2015

Wróć.
Zrobię ci miejsce.

piątek, 9 października 2015

Na skraju


Jak z resztek popiołu wzniecić ogień? - kiedy czuję się wypalona.

Skąd czerpać, gdy źródło wyschło? - gdy, brakuje łez, kiedy potrzebuję płakać.

Czy na własnym pustkowiu można znaleźć oazę? - dziś jestem bezkresną pustynią. Totalnie suchą i doszczętnie wypaloną. Bezbronną i poddaną bezlitosnym działaniom.

Jak długo starczy mi sił, żeby szukać i próbować? - zaczynam się poddawać.

Dlaczego nikt nie odpowiada? Dlaczego ja nie znam odpowiedzi?

Proszę niech mną coś trzepnie, wstrząśnie. Niech się odezwą gromy i moce. Niech ktoś za mnie weźmie sprawy w swoje ręce. Niech mnie coś uleczy...
Niech się dzieje, co chce...

Nie jest teraz ważne, że tego nie rozumiesz. I nie ważne jest, że nie rozumuję tego ja. Ważne, co czuję w chwili obecnej.
Nie ma sensu uzasadnianie tego stanu. Tak się dzieje po prostu i już.

Jednak, skoro tak nalegasz, to wiedz, że zabija mnie ludzka bezduszość, głupota, osądzanie i nienawiść. Chcę uciec od tych ludzi, od ciebie a dziś nawet od siebie samej.

Chcę być wolna od tych wszystkich ograniczeń, które brudzą moją duszę, zniekształcają myśli i podstępnie zatruwają serce. Mącą mój spokój, wywołują gniew i sieją zniszczenie.
Zawiodłam się.
Po raz kolejny. 

Dlatego błagam:

Ojcze, niech ogarnie mnie s(pokój), który przewyższa wszelką myśl i niech strzeże mojego serca oraz władz umysłowych. 
- z wersetu biblijnego (List do Filipian 4 rozdz. 7 werset)

Dziś jestem na skraju. Między tym, gdzie umiera nadzieja i rodzi naiwność.

Mam dosyć wszystkiego.

sobota, 3 października 2015

Dotyk


Chiałabym poczuć dotyk Twojego oddechu na swojej szyi.

Z szeroko zamkniętymi oczami czuć subtelny a zarazem zachłanny dotyk Twoich dłoni.

Dotykaj mnie tak jakbyś robił to po raz pierwszy.
Niczym odkrywca nieznanego lądu. Z ciekawością i fascynacją.
Badaj i odkrywaj wciąż zmieniającą się skalę i mapę mojej nie tylko cielesnej wrażliwości.

Dotykaj mnie również tak jakbyś robił to po raz ostatni.
Jakbyś nigdy nie chciał wypuścić mnie z rąk.
Z troską i tęsknotą, na świadomość wiecznego rozstania.

I choć daleko mi do doskonałości, pragnę poczuć, że w Twoich dłoniach moje ciało jest idealną rzeźbą.

Tylko Twoją rzeźbą.


Doceń to i pamiętaj, że nikt i nic nie jest nam dane raz na zawsze...

sobota, 26 września 2015

Prawdziwa miłość


Czemu patrzysz mi tak głęboko w oczy?
I dlaczego jesteś taki smutny?

Co mam ci powiedzieć?
Przepraszam?

Że kocham wolność ponad wszystko.
Że tak już mam od najmłodszych lat i nie potrafię inaczej żyć. Prawie zawsze byłam zdana tylko na siebie. Sam na sam. Ze swoim lękiem, radością i smutkiem, w szkole i w domu, w chwilach słabości i zwątpienia. W nauce, zabawie, modlitwie, marzeniach. Nie przypominam sobie, żeby ktoś „ważny” w tym współuczestniczył. Rodzice byli, jakby ich nie było. Byli na pewno wtedy, gdy coś nabroiłam. Natomiast „normalne” życie toczyło się gdzieś obok mnie. Przyzwyczaiłam się do tego stanu. Wręcz polubiłam.
I tak mi zostało do dziś.

Przecież już na samym początku mówiłam ci, że jestem „inna”.
Choć nie uważam się za „nienormalną”, to mam świadomość, że ludzie, którzy podążają szlakiem różniącym się od większości uważani są za dziwaków.

Proszę, nie smuć się.

Prawdziwa miłość daje wolność.

Ja kocham cię niezmiennie. Próbowałam żyć, tak jak tego oczekiwałeś. Nie udało się. Ale to nie zmienia moich uczuć do ciebie. Pozwól mi żyć tak jak ja chcę. Ty żyj tak, jak ty chcesz. Ofiarujmy sobie wolność. W sposobie życia, w podejmowaniu decyzji, w wyborze pracy, w formie spędzania wolnego czasu.

Prawdziwa miłość nie ogranicza, nie narzuca, nie wymaga. Kocha bezinteresownie. Nie za coś. Lecz mimo wszystko.


Uśmiechnij się. Kocham cię.


sobota, 12 września 2015

Bazar


Bazar.
Miejsce, w którym skupia się handel wszystkim, czym się da. Mydło i powidło. Cuda na kiju. Cel porannego wyścigu handlarzy o najlepsze miejsce, chyba, że już wcześniej zostało zarezerwowane.
Toczący się własnym rytmem, sposób na życie, chęć dorobienia lub zwyczajna miłość do handlu i kontaktu z ludźmi.
Dobry handlarz doskonale umie przerobić klienta.
Z zaplanowana listą zakupów klient przychodzi, np. po ogórki, a wychodzi z kompletem kolejnej, zupełnie niepotrzebnej pościeli.
To się nazywa sztuka !
Umiejętność przekabacenia i wmówienia klientowi, że jak nie nabędzie tego produktu, to będzie żałował i nie zaśnie przez najbliższy tydzień.
To jak umieć sprzedać piasek Arabom i lód Eskimosom.
Ale cóż, takie prawo handlu.
Najlepiej, gdy sprzedawca zadowolony i klient, czyli przysłowiowy „wilk syty i owca cała”. Sprzedawca zarobiony, a klient przekonany, że dokonał „najlepszego” zakupu w swoim życiu oraz dobrze zainwestował swoje pieniądze.
Hadel handlem.
Ile niezaplanowanych i zupełnie spontanicznych spotkań, rozmów, wymiany poglądów – nierzadko na przysłowiowe „noże”.
Skupisko ludzi wszelkiego pokroju. Od skromnej babuni, która ciuła każdy grosz, przez dziadka, który targuje się o złotówkę, udając biednego, choć jego portfel, aż kipi od „kapuchy”. Od stałych oglądaczy, którzy pytają się o cenę wszystkiego, nie kupując niczego, za to sztucznie zwiększających statystyki pseudokupujących. Po ludzi gromadzących wiele, w tym niepotrzebnych rzeczy i nigdy niewychodzących z pustymi rękoma.

Jednym zdaniem: na bazarze jak w cyrku – kolorowo i mnóstwo niespodzianek.

A czy świat nie przypomina bazaru? Musimy umieć niejako „zareklamować siebie”, żeby zauważył nas spośród innych i docenił: nasz przyszły partner bądź przyszły pracodawca, w końcu konkurencja jest duża...

...z resztą „widziały gały, co brały”...

piątek, 4 września 2015

Sztuka kochania

Strach przed porzuceniem i odtrąceniem przeplatany z węwnętrznym błaganiem o miłość i akceptację. To część mojego życia.
Kiedyś chciałam wymazać ten czas z pamięci.
Ale dziś myślę: dlaczego i po co?
Przecież to część mnie. Owszem może zagubiona, bardzo niedoskonała i nie taka jaką chciałaby być.
Ale nie sztuką jest kochać i akceptować to, co jest piękne i doskonałe, lecz sztuką jest pokochać i zaakceptować to, co doskonałe nie jest. To jak pokochać blizny i szramy na gładkiej skórze. To jest prawdziwa sztuka.
Sztuka kochania.
Bo cóż jest tą sztuką jeśli nie umiejętność jej okazania. Zarówno wobec świata jak i wobec samego siebie.

Prawdą jest, że opornie idzie mi ta nauka. Nadal mam problem z okazywaniem uczuć. Szczelnie zamykam bardzo głęboko w sobie wszelkie ich przejawy. Węwnętrzny głos krzyczy i woła, a ja nie potrafię wydusić z siebie słowa. Chowając się jakby ze strachu przed ośmieszeniem i niezrozumieniem. Nawet płakać mogę jedynie w ukryciu – aby nikt, nie osądził, że się nad sobą rozczulam.

Wiem, że ta blokada „siedzi” w mojej głowie. Dlatego wciąż to przerabiam. Próbuję otworzyć to, co mam ukryte gdzieś w środku. Staram się nazywać własne uczucia, emocje.
Bo skąd ktoś ma wiedzieć, co czuję, skoro nie potrafię tego nazwać, określić ani okazać...
Bo skąd mam wiedzieć to ja, skoro ukrywam to sama przed sobą...
Chciałabym się tego nauczyć, bo wiem, że ułatwiłoby mi to relację nie tylko z bliskimi, ale również ze światem.
Muszę się otworzyć...
...Bo bardzo się boję...
...Że mogę nie zdążyć...

A bardzo bym chciała zdążyć na czas...

Zdążyć powiedzieć KOCHAM.

Nim odejdą adresaci tych słów...

Nim odejdę ja.


piątek, 21 sierpnia 2015

Przebudzenie


Sierpniowy świt. Zegar wskazuje 5.15. Otwarte okno...
Na wpół śpiąca czuję jak muska mnie leciuteńki powiew wiatru niczym zachęta:
- pobudka śpiochu!
Jeszcze z zamkniętymi oczami wyobrażam sobie jak uśmiecha się do mnie słońce. Słyszę ćwierkanie kosa niczym radosny śpiew dziękczynny zapowiadający piękny dzień.

Dziękuję Bogu za kolejny dzień życia. Dziękuję Słońcu, że świeci nieznużenie, dziękuję Sercu za niestrudzoną pracę – choć mocno poranione – tak dzielnie podtrzymuje moje funkcje życiowe dźwigając ciężar codziennych dylematów.
Choć leżę dziś w łóżku sama, zupełnie nie czuję się samotna. Bycie w pojedynkę pozwala wyjątkowo wyostrzyć zmysły i skupić się na tym co dzieje się wokół, włącznie z rytmem swojego serca. Wyraźnie czuję i słyszę jak przemawia do mnie Duch życia.

Wyobrażam sobie Słońce i Wiatr jako samodzielne byty – istnienia z własną inteligencją, funkcjonujące dzięki tej samej energii życiowej co ludzie. Podczas gdy, my, skupieni wyłącznie na sprawach doczesnych i przyziemnych, zupełnie zapominamy, jak bardzo jesteśmy od nich zależni i że nie są dane nam raz na zawsze...

Jak chcemy czuć się częścią Wszechświata, skoro nie zauważamy i nie rozumiemy sposobu w jaki do nas przemawia?


Zauważamy to, co mało istotne: nową rysę na blacie czy plamę na koszuli, a nie dostrzegamy daru. Nie czujemy cudownego zapachu deszczu po upalnych i suchych dniach. Nie doceniamy blasku słońca, który dociera do nas nawet przez grubą warstwę chmur. Nie słuchamy śpiewu ptaków oraz szumu drzew kołysanych przez wiatr. 
To wszystko do nas przemawia, wystarczy tylko się przebudzić...

piątek, 14 sierpnia 2015

Nieugaszone pragnienie



Z niedoborem miłości i akceptacji - nieważne czy to w dzieciństwie czy w dorosłym życiu – usilnie szukamy jej w świecie – licząc, że świat (w pojęciu ogólnym) lub ktoś nas nimi obdaruje.

To nieugaszone pragnienie powoduje, że w zamian ofiarowujemy światu niejako samych siebie. Kosztem własnych marzeń, pragnień a czasem kosztem własnego "ja". W poświęceniu i oddaniu dostosowujemy się i spełniamy wszelkie oczekiwania mając nadzieję, że świat to zauważy i doceni. Jednocześnie licząc, że spadnie w naszym kierunku choćby okruch miłości. Często na próżno idą nasze wysiłki. Kiedy nie otrzymujemy tego, czego tak bardzo pragniemy, zostaje poczucie pustki i braku sensu oraz przekonanie o własnej beznadziejności. 

Najlepiej zrozumie ten, kto nosi w sobie pragnienie, którego nie może niczym ugasić.

Najgorsze jest to, że często mylimy czyjąś interesowność z akceptacją, sympatią a nawet miłością. Ten ktoś często to wykorzystuje i nie chodzi mi tu tylko o związki partnerskie, ale o każdy rodzaj relacji czy to w rodzinie, czy to w pracy. Ten kto nie wie czym jest miłość w tym prawdziwym wydaniu (tu kłania się okres dzieciństwa) – jak ma się jej nauczyć i umieć odróżniać jedno od drugiego?
Chyba, że świadomie tkwimy w tych nieszczerych relacjach, ciesząc się z każdego słowa i gestu, który wydaje się być przejawem tego czego tak bardzo nam brakuje...

Kolejnym paradoksem jest fakt, że Ci, którzy są spragnieni miłości – starają się ją okazać całemu światu, jednocześnie nie potrafiąc obdarzyć nią samego siebie.

Przegladając się w oczach innych staramy się dostrzec własną wartość, bo we własnych oczach wydajemy się być mało- lub bezwartościowi...


Nie szukajmy więc miłości w świecie i nie liczmy na miłość innych (jeżeli taką zostaniemy obdarowani, możemy nazwać się szczęśliwcami).

Sami postarajmy się nią obdarować. 

Zostańmy dla samych siebie najlepszymi przyjaciółmi.

środa, 29 lipca 2015

Co byś czuł(a) ?


Nie zrobiłam nic. Po raz pierwszy nie zareagowałam po otrzymanym telefonie i sygnale, że znów dzieje się źle. 
Kolejny ciąg alkoholowy, mama... Ktoś ją widział jak rano szła boso po alkohol do sklepu. Później gdzieś w parku, ktoś ją szarpał...

Jak sparaliżowana odłożyłam słuchawkę.
Kolejny cios*. Uderzenie gorąca i uczucie, że moje ciało pali się i piecze od środka.
Nieopisany smutek i żal.
Żal do mamy, losu, Boga...
„(...) o cokolwiek zapytasz
trzepnie cię milczenie
Bogu nie stawia się pytań dlaczego”
ks. Jan Twardowski,
fragment wiersza
pt. „O cokolwiek zapytasz”

...Aż wreszcie obezwładniający ból, taki do szpiku kości. Nie jestem w stanie mówić, jeść i poruszać się. I naprawdę nie wiem dlaczego tak się ze mną dzieje...

Jestem w takim wieku, że nie powinnam się tym przejmować – słyszę. Że powinnam się odciąć, nie myśleć i żyć swoim życiem. Ale to nie działa.
Mam rozum, ale mam też serce i kocham. Po prostu.

A Ty co byś czuł/a, gdyby chodziło o Twoją matkę, ojca?
A gdyby chodziło o Twoje dziecko?
Wiem, wiem, moja matka to dorosła osoba, a nie dziecko i robi to na własne życzenie. Ja to wszystko wiem. I co z tego. To nie umniejsza bólu...

Kto powiedział, że rodzic kocha bardziej? I że dziecko nie kocha mocniej od rodzica? Przecież to może działać w obie strony. Nie tylko rodzice tak mocno kochają, potomstwo też potrafi kochać i to bardzo, zapewniam...

Im bardziej kogoś kochasz, tym bardziej cierpisz.


sobota, 11 lipca 2015

Życiowa postawa


Na zewnątrz drapieżna jak lwica, w środku krucha i delikatna jak porcelana. Z takiego niedoskonałego pancerza zbudowana jest moja życiowa postawa. Ciągle nad nią pracuję. Staram się bezustannie ją poprawiać i ulepszać, żeby niczym zbroja - chroniła mnie przed tym czego najbardziej się boję.

Czuwająca jak lwica.
Niby spokojna, jednak przygotowana na atak i walkę. Dokładnie tak cechuje się moja zewnętrzna postawa. Postawa wyniesiona z rodzinnego domu. Wynikająca z lęku i strachu, braku poczucia bezpieczeństwa oraz nieprzewidywalności tego co się może zdarzyć - zła, które wydawało się, że czeka i czai się za każdym rogiem. To nie skarżenie się, zapewniam. To próba usprawiedliwienia i jednocześnie przebaczenia samej sobie. Przecież nie można się chłostać do końca życia i obwiniać za to, że takim się właśnie jest. 

Za co?
Za lęk, który stał się częścią mnie i którym byłam w dzieciństwie regularnie karmiona, aż wreszcie wypełnił każdą komórkę mojego ciała?
Za brak prawdziwej, rodzicielskiej miłości?
Za brak zaufania do ludzi?

To bez sensu. Nie mogę się za to winić.

Krucha i delikatna jak porcelana.
Odczuwam wszelkie bodźce z zewnątrz wszystkimi zmysłami. Chłonę świat i jego wibracje, które przeszywają moją wrażliwą strukturę i wywołują falę chcianych bądź nie – emocji.

Nasza życiowa postawa jest jak budowla. Żeby spełniała swoją funkcję musi być odpowiednia i wykonana z należytego materiału. Podobnie jest z naszą życiową postawą.
Nie da rady zbudować czegoś silnego i trwałego na słabych fundamentach. Trzeba wyburzyć to, co i tak grozi zawaleniem i zacząć budować na nowo od podstaw. Fakt, że wymaga to sporego wysiłku szczególnie, gdy remont czy też renowację (w zależności od stanu istnienia) przeprowadza się tak późno.

Pracuję nad sobą - rozbrajam bombę rozłączając niebezpieczne "kabelki".

Przeprogramywuję swoje myślenie, nastawienie i wszystko to, co niszczy od środka.

Staram się wylać nowy fundamet. Wypełnić go spokojem, miłością i pokorą.

Naprawiam się sama i trochę z pomocą bliskich dla mnie osób. Każdego dnia. 

czwartek, 2 lipca 2015

Z głową w chmurach


Usłyszany stary i fajny kawałek w radiu, zalatujący zapach bądź znajomy widok. Nagle czujesz przeszywający dreszcz, ciarki na ciele, wylewający się na twarzy rumieniec i wyraźnie mimowolny ruch twarzy- uśmiech, który gdyby nie uszy, byłby chyba dookoła głowy.
Chwila, która powoduje chęć udania się w taką sentymentalną podróż w czasie. Wspomnienie. Chęć przeżycia tego czegoś jeszcze raz i wczucia się ponownie w sytuację, która wywołuje ten jakże przyjemny stan... 

Trzeba jedynie uważać, żeby za bardzo nie odlecieć.
Szczególnie tyczy się to kierujących pojazdem.
Pech, gdy akurat jesteś w pracy, w dodatku zawalona/y robotą, a tu właśnie ten bodziec, choćby ulubiony dźwięk w radiu. Chciałabyś/chciałbyś sobie odlecieć i przez chwilę nawet Ci się to udaje, nagle jednak dobiegający głos:

- hej, słyszysz co ja do Ciebie mówię? - co z Tobą? - obudź się!

sprowadza Cię szybko na ziemię.
Z lekka zmieszana/ny starasz się nie okazać, że sobie tak cudownie odpłynęłaś/odpłynąłeś jednocześnie trochę podirytowana/ny, że ktoś śmiał zepsuć ten błogi stan. No cóż praca, to praca.
Najlepiej byłoby, gdyby taka przyjemna faza zaskoczyła Cię w dogodnym momencie. Ale takich sytuacji niestety nie da się zaplanować.


I bardzo dobrze. A niech tam. Niech mnie dopada taka fazka. Lubię sobie tak odlecieć, a co...

piątek, 26 czerwca 2015

Polska - kraj zaatakowany przez nowotwór.

Wypełnia mnie dziś zabójczy koktail. Zabija we mnie od środka tą małą odrobinkę radości, nadziei i wiary. Paskudny napój z żalu, goryczy, irytacji, zażenowania i wreszcie bezsilności.
Tak się czuję gdy spotykam się z bezdusznością. Oczywiście ludzką. Bo niestety ale człowiek człowiekowi największym wrogiem.

Siedlisko bezdusznych stworzeń – urzędy*. Placówki wypełnione mistrzami w serwowaniu tego poczęstunku - pracownikami urzędów: począwszy od referenta skończywszy na kierownikach, inspektorach, dyrektorach, itd. Chowają się za stosem przepisów, ustaw, zarządzeń często interpretując i naginając je na swój własny sposób, następnie z nieukrywaną satysfakcją wydają decyzje na niekorzyść przeciętnego mieszkańca kraju. Po prostu ot, tak. Choćby po to, żeby komuś utrudnić i uprzykrzyć życie. A co sobie będzie wyobrażał taki szaraczek. Trzeba pokazać mu kto tu rządzi.

Potrafię odróżnić słuszną i prawomocną decyzję podpartą niezaprzeczalnymi przepisami od urzędniczego bełkotu i decyzji ala „widzi mi się”. Za to urzędnicy często mają nas wszystkich za ciemniaków i idiotów.


Dlatego tak chętnie omijam urzędy, gdzie absurd goni za absurdem.
Istna fabryka problemów, rozmaitych przeszkód, wprost wszelkiego rodzaju ludzkich nieszczęść.
Tak jakby życie miało samo w sobie tego wszystkiego mało.
Ta krótka chwila bytu na ziemi bezpowrotnie tracona na walkę z bezmyślną machiną urzędniczą.



Szkoda, że ten nowotwór ma coraz więcej przerzutów. 
Szkoda, że taki piękny kraj jakim jest Polska został masowo zaatakowany przez te chore komórki.


Życzę wszystkim złośliwym urzędnikom, żeby traktowano ich wszędzie tak, jak sami traktują ludzi. Żeby spadły na nich wszystkie te przeszkody, jakie sami stawiają innym na drodze. Niech te problemy, które umiejętnie stwarzają innym powrócą do nich ze zdwojoną siłą.




*Nie wszyscy pracownicy urzędów są bezduszni. Nie chcę oceniać wszystkich jedną miarą.
Post dedykuję ofiarom bezdusznych i zwyczajnie złośliwych urzędników.

piątek, 12 czerwca 2015

Schematy - nie dla mnie.

Zacznę od tego, że bardzo starannie przesiewam różnego typu informacje, oceniam je i analizuję na podstawie swojej posiadanej wiedzy. Zaznaczam, że moja wiedza jest niewielka, ale na tyle wystarczająca, żeby rozumieć samą siebie i swoje np. wybory życiowe.
Zchęcam do tego, aby nie myśleć schematami, nie „łykać” wszystkiego co mówią i piszą ludzie. Po to mamy własny umysł żeby z niego korzystać i nie dać się omamić choćby wiedzą uważaną za naukową. Nie chodzi tu o to, żeby od razu popaść ze skrajności w skrajność i odrzucać wszystko. Lecz o to, aby nie pozwolić sobą sterować tylko samemu trzymać ster.
Na przykład nie pozwolę sobie wmówić, że wybór mojego partnera życiowego to wynik schematu typu:

wzór taty(mamy)+ dzieciństwo= wybór patnera życiowego

Myśląc zgodnie z tym wzorem, tudzież prawie matematycznym, tak wręcz trzeba by było zaklasyfikować mój związek, a raczej podstawić do wzoru: ja nie miałam dobrego ojca + szczęśliwego dzieciństwa więc wynik (mój wybór życiowego partnera) jest prosty = partner jest sporo starszy. Wszystko by się zgadzało, gdyby nie fakt, że to nie tylko mój wybór. Ta druga strona przecież też wybiera i decyduje !!! Wręcz zabiega, zdobywa. Jednym słowem gdyby mój facet był młodszy i zakochalibyśmy się w sobie też bym się z nim związała.
Inny przykład stereotypowego sposobu myślenia:

jeżeli pochodzisz i wychowujesz się w rodzinie patologicznej, to na pewno skończysz źle. Bzdura.

Znam wiele przypadków osób, które pochodzą z takich właśnie domów i są niekiedy lepiej ułożeni aniżeli ludzie z tzw. dobrych domów.
Sama jestem dowodem na to, że wychowując się w trudnych warunkach można wyjść na ludzi. Może nie jest łatwo, ale z całą pewnością to nie jest wyrok.
Jeszcze inny stereotyp:

nie ukończyłeś studiów – jesteś delikatnie mówiąc „mniej” inteligentny.

Ten tekst to dopiero idiotyzm, który - gdy go słyszę - zupełnie mnie rozwala. Wystarczy spojrzeć na wykształconych ot, choćby polityków – dopiero dopadają mnie wątpliwości, czy aby za wykształceniem idzie mądrość i inteligencja.
Różnego typu schematów i stereotypowego sposobu myślenia można by mnożyć.


Nie dajmy się zwariować. Nie pozwólmy też sobą manipulować.
Jesteśmy kreatorami swojego życia i sami siebie tworzymy już od wczesnej młodości. Poprzez sposób myślenia, doświadczania i odczuwania. Jeszcze jako dzieci – choć z błędami – jednak często sami już potrafiliśmy ocenić sytuację, kształtować sumienie i własny światopogląd.
Jako dorośli - nie możemy wszystkiego zwalać na geny i na to, że tak nas uczono i wychowano. To pójście na łatwiznę. Nie myślmy schematami.


Wyróbmy własne zdanie. O miłości, życiu, świecie.


O sobie.

czwartek, 4 czerwca 2015

Oczekując od życia


Tak łatwo powiedzieć: przestań oczekiwać.
W praktyce ciągle czegoś oczekujemy od życia. Chcemy więcej i więcej. Miłości, szczęścia, pieniędzy... oj, lista byłaby długa.

Zaraz padnie pytanie: ale co w tym złego? W końcu – powiesz – coś nam się od życia należy.
Najpierw jednak zadajmy sobie pytanie:

Co Ty człowieku dałeś światu? Siebie? – Pazernego, niszczącego własne środowisko i własny gatunek?

Owszem, to co się nam należy to: rozróżnić podstawowe potrzeby od nadmiernych pragnień i oczekiwań.
Pragniemy miłości i akceptacji – to naturalna potrzeba, ale nierealne jest, żeby kochał i akceptował nas cały świat, a mąż/żona czy partner bezustannie nas adorowali.
Podobnie jest ze szczęściem – czy można zdrowo żyć spożywając same słodycze? Nie. Zwyczajnie by nas zemdliło.
Co do pieniędzy, hmm. Tu zdecydowanie gorzej o argumenty, bo od nich dziś zależy nawet nasze zdrowie. Jedno jest pewne – uzależniają i potrafią omamić człowieka. Nadmierna chęć ich posiadania, żeby móc np. nabyć samochód, którego pozadrościłby sąsiad, często kończy się kredytem i zobowiązaniami, które wloką się całymi latami.

Nadmierne i niespełnione oczekiwania podstępnie wpedzają nas w fałszywe poczucie nieszczęścia, gorszości od innych, a tym samym niższe poczucie własnej wartości.

Nie na darmo mądre słowa Seneki były, są i pozostaną aktualne:

Nie ten jest biedny, kto mało posiada, lecz ten,
kto więcej pragnie.
Seneka - cytat

Paradoksalnie, gdy przestajemy oczekiwać, wymagać i spodziewać się – to właśnie wtedy od życia dostajemy najwięcej.

Kiedy się modlisz - musisz zaczekać
wszystko ma czas swój
widzą prorocy
trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać
niewysłuchane w przyszłości dojrzewa
to niespełnione dopiero się staje
Pan wie już wszystko nawet pośród nocy
dokąd się mrówki nadgorliwe śpieszą
miłość uwierzy przyjaźń zrozumie
nie módl się skoro czekać nie umiesz
.


Ks. Jan Twardowski „Zaczekaj”

sobota, 23 maja 2015

Nigdy nie mów NIGDY

Mogę odetchnąć.
Co prawda na jak długo- tego nie wiem. Trudno przewidzieć, co w zanadrzu szykuje dla nas życie.
Ale na tę chwilę mogę przystopować, „złapać oddech” i poczuć cudowny zapach wiosny w pełni... Pochłonięta bez reszty, zapominam o tym, by zatrzymać się choć na chwilę- po to, by nakarmić wszelkie zmysły pięknem otaczającej przyrody. Ferwor codziennych zmagań skutecznie izoluje mnie od tego, za czym tęsknię w głębi duszy...


Uff...
Udało się pokonać przeszkody i osiągnąć coś, co dla mnie zdawało się być nieosiągalne.
I nie w tym rzecz, co jest tym osiagniętym celem- istotą sprawy jest samo życie, a dokładniej to, jak porafi nas zaskoczyć.

Tak na dobrą sprawę to nawet nie wiem co o tym mysleć. Uśmiech losu: spotkanie właściwych osób, we właściwym miejscu i czasie? Niby splot przypadków a jednak wyczuwam w tym jakieś Wyższe kierownictwo. Tak jakby jakieś przychylne siły działały na moją korzyść. Nagły i jednocześnie niezwykły obrót spraw. Rezultat - zaskoczył mnie samą- lepszy niż życzyłam sobie w swoich nieśmiałych marzeniach. Postaram się to docenić i puścić w obieg otrzymane dobro. Nauczyłam się jeszcze jednego: od tego czasu nigdy nie powiem NIGDY.

Żyjesz sobie pomalutku, dzień jak co dzień, a na horyzoncie nie widać żadnej nadziei na zmianę? Wydaje Ci się, że już nic się nie wydarzy, a jeśli już to nic dobrego? Zapewniam – tylko Ci się wydaje.

Życie ma dla nas niespodzianki. Na szczęście nie tylko te niemiłe.

sobota, 9 maja 2015

Troll

Na ogół powinno być miło, gdy ktoś okazuje nam swoją uwagę. Jej brak może świadczyć, że nikogo nie obchodzi nasza osoba. Jest jednak pewien rodzaj uwag, które mówiąc delikatnie- irytują.

Dzień jak co dzień, idziesz czy to do pracy, na zakupy bądź w innym sobie znanym celu. Przed wyjściem zadecydowałaś, że dziś włożysz ulubioną sukienkę.
Idziesz uśmiechnięta, cieszysz się życiem i...
...Nagle słyszysz tekst:

   - Hej, a Ty co się tak wystroiłaś (wypindrzyłaś, odstawiłaś, odpicowałaś - wybierz dowolne), na randkę się wybierasz?

Ni to przypiąć, ni przyłatać. Ni to komplement, ni sarkazm.
Czy nie lepiej brzmiałoby po prostu: ładnie dziś wyglądasz?

Inny przykład:
Jesteś na co dzień uśmiechnięta?- W takim razie musisz liczyć się z tekstem:

     - A Ty co taka codziennie zadowolona? Bierzesz coś? Z Tobą wszystko ok?

Następnym razem uśmiech trzymasz na wodzy, a tu kolejny tekst:

     - A Ty co taka poważna? Wstałaś lewą nogą? Co to za skwaszona mina?

Boże uchowaj. No nie dogodzisz. Tak źle i tak nie dobrze.

Dziękuję za zainteresowanie naprawdę. Ale czasem nie wiadomo do czego to przypiąć- czy to kąśliwa uwaga czy objaw sympatii.
Bez względu na sytuację, musisz liczyć się z tym, że ktoś wypuści z ust takiego trolla. Zdanie, które jeszcze długo wywołuje w nas jakiś dziwny ferment.

Jeżeli często publicznie uśmiechasz się, bo masz dobry humor, bo jest piękny dzień, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie próbował Cię „zgasić” lub zepsuć ten błogi stan. Z kolei gdy odczuwasz smutek, zadumę i jesteś inny niż zwykle, również wtedy znajdzie się jakaś „miła” osóbka, która dowali tekstem, po którym nie wiesz co mysleć.

Czy nie lepiej byłoby po prostu „odpłacić” uśmiechem komuś kto się uśmiecha? A osobie, która ma gorszy dzień dać spokój i uszanować ten stan, bądź subtelnie i z taktem okazać swoje zainteresowanie? Czy to takie trudne? 

piątek, 1 maja 2015

Kult opakowania

Z nutą ironii o moim spojrzeniu na kult opakowania czy też wizerunku w XXI wieku.

Już pod koniec lat 70-tych XX wieku były wyraźnie zauważalne- wkradające się poprzez media i prasę- sugestie dotyczące ubioru, figury, koloru włosów czy fryzury. Prasa i media XXI wieku wyraźnie narzuca wręcz kult pięknego i młodego wyglądu. I tu zaczynają się schody...

...Odnoszę wrażenie, że kobiety w przeciwieństwie do mężczyzn, mają swój „termin przydatności”. Stąd ten wyraźnie zauważalny szczególnie wśród pań wyścig z czasem. 

Początkowa zwykła dbałość o estetykę wyglądu coraz częściej przeradza się w desperackie próby zachowania zewnętrznej młodości i świeżości. A własny wizerunek zostaje otaczany swoistą czcią i przedmiotem kultu. Nie dziwi taka kolej rzeczy: atrakcyjny wygląd (czytaj opakowanie) ma ogromne znaczenie: w pracy, w szkole, w związku. Często decyduje wręcz o Twojej pozycji społecznej. Nie wyglądasz atrakcyjnie i młodo, to znaczy, że twój najlepszy czas minął- innymi słowy stajesz się passé i "wypadasz z obiegu".


Brutalna prawda dotyka przede wszystkim świadome wartości pięknego i młodego wyglądu kobiety. Płacą za to wysoka cenę- silną depresją, często nie potrafiąc pogodzić się z nieuchronną starością i przemijaniem. A wszystko po to, żeby się podobać. Podobać sobie i mężczyznom. Z chęci zwrócenia na sobie uwagi i bycia w centrum zainteresowania. Z poczucia rywalizacji i rosnącej liczby nowych „konkurentek”. Ze strachu przed porzuceniem i wymianą na „nowy, lepszy i ładniejszy model” przez partnera, który nieświadomie również pada ofiarą medialnej psychomanipulacji. Zwróćmy uwagę, ile miejsca dziś zajmują w prasie strony poświęcone kosmetykom, modzie i urodzie. To istna inwazja. Nacisk na „piękne opakowanie” poniekąd wypiera wartości, które powinny być naszą wizytówką i uchodzić za najważniejsze. Wizytówką stała się nasza powierzchowność i do lamusa przeszło powiedzenie „nie oceniaj człowieka po wyglądzie”.
Bądźmy szczerzy...

Pod pozornie niewinną przykrywką w postaci reklam obiecujących atrakcyjny wygląd i „wieczną młodość”, kryje się przede wszystkim potężny biznes i grube miliony producentów kosmetyków, ubrań i wielu innych branż.

A my nieświadomie stajemy się ofiarami kultu własnego wizerunku.

Najgorsze bywa to, że pod tym pięknym przykryciem czasami kryje się sromota i zgnilizna...

sobota, 18 kwietnia 2015

Pomoc- prosić o nią czy nie?

W czym tkwi problem?
Zadałam samej sobie to pytanie.
Dlaczego jest to dla mnie takie trudne?
Czemu nie potrafię i nie chcę poprosić wprost: potrzebuję pomocy, rady, wsparcia?
Nie, na pewno nie unoszę się honorem i nie to jest przyczyną, że nie zwrócę się o pomoc.
Może dlatego, że nie jestem jeszcze zdesperowana i póki co nieźle daję sobie radę? Czasem czuję tylko taki nagły napad lęku: co dalej, jeżeli mi się nie uda czegoś wymyślić lub znaleźć jakiegoś sposobu na poprawę?

Nagły przebłysk geniuszu podsuwa odpowiedź na moje przewodnie pytanie.
Wiem dlaczego nie potrafię o nią prosić- o pomoc.
Ze strachu przed odmową i żeby dodatkowo na tym nie stracić. Brzmi dziwnie co?

Tak, chodzi o to żeby nie stacić kogoś ze znajomych, przyjaciół lub nawet kogoś z rodziny.
Spójrz, czy nie zdarzyło Ci się, że zwróciłeś się do kogoś z prośbą o pomoc- i nie chodzi mi tu tylko o finanse, ale o każdą formę wsparcia- a ten ktoś, na kogo w duchu liczyłeś, odmówił, zbył Cię lub co gorsza zlekceważył? Zakładam, że większość osób zwraca się do takiej osoby, którą zna i wie czy poszukiwana forma wsparcia jest w jej zasięgu.
Zastanów się przez chwilę i odpowiedz sobie szczerze: czy Twoje relacje z tą osobą nie pogorszyłyby się bądź całkiem zanikły? Jeżeli nie, to gratulacje.
Owszem starałabym się to sobie jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Mimo to, czułabym się zawiedziona. Od tej chwili zaczęłabym postrzegać mojego niedoszłego wspomożyciela zupełnie inaczej. Kto wie, czy ta osoba nie stałaby się dla mnie obojętna. A co za tym idzie, skreśliłabym ją z mojej szczególnej listy bliskich mi osób...

Boję się poznać prawdę. Prawdę o ludziach.


niedziela, 12 kwietnia 2015

Cichy bohater

W moich wcześniejszych postach (patrz zakładka Blog bardzo osobisty) przedstawiłam problem alkoholowy, który dotknął mojej rodziny. Jednak nie tylko taki obraz wspomnień mam w swojej głowie.

Być bohaterem przez minutę, godzinę jest o wiele łatwiej,
niż znosić trud w cichym heroizmie”
Fiodor Dostojewski

Mam w pamięci niezwykły zapis historii o bardzo dzielnej osobie.
To osoba wychowana jedynie przez mamę wśród dwójki rodzeństwa. Ojciec alkoholik zostawił ich, gdy byli jeszcze małymi szkrabami. Ich mama radziła sobie najlepiej jak tylko mogła z wychowaniem całej trójki. Sama niosąc ze sobą ciężki bagaż doświadczeń z dzieciństwa- w czasie II wojny światowej, będąc sierotą w wieku dziesięciu lat została wywieziona do prac przymusowych do Niemiec. Po takich doświadczeniach naprawdę nie powinien dziwić fakt, że nie potrafiła okazywać uczuć swoim dzieciom, choć z całą pewnością bardzo je kochała.

Wsród tej trójki wychowywała się niezwykła osoba- i nie to, że pozostałe nie były niezwykłe- ta osoba, to ktoś dla mnie szczególnie ważny i wyjątkowy. Z jej opowiadań zrozumiałam, że jest osobą o pięknym umyśle i wyjątkowej wyobraźni jak na tamten dość szary i smutny okres. 
Z silnym pragnieniem akceptacji i miłości, zanurzała się w lekturach niezliczonych książek, próbując choć w części je ugasić. Po czasie wiem, że nie udało się niczym wypełnić tej pustki.
Lata Dzieci kwiatu* to dla tej osoby okres buntu i chęć jak najszybszego wyrwania się z domu. Próba samodzielności i poszukiwań upragnionej miłości skończyła się przedwczesnym zobowiązaniem. Deklaracją miłości i wierności po grób- czyli małżeństwem.
Sielanka zauroczenia i wyobrażeń o romantycznej miłości szybko legła w gruzach. Do tanga (tudzież życia w związku) trzeba dwojga- mówią mądre słowa jednej ze znanych piosenek Budki Suflera. Związek dwojga ludzi nie potrafiących kochać samych siebie, a co dopiero innych okazał się porażką. A na świat przyszło pierwsze dziecko- dziewczynka.
Bohater mojego opowiadania musiał odnaleźć się w tej trudnej sytuacji. Nie mając dokąd pójść i nie patrząc na swoje cierpienie, stara się dzielnie znosić trudy rodzicielstwa i odpowiedzialności. Bez uskarżania się na los, bity i poniżany, stara się na miarę swoich sił i możliwości sworzyć iluzję prawdziwej rodziny. Ciężka praca zarobkowa, ciążące obowiązki i odpowiedzialność wyczerpują z sił. Podczas, gdy ledwo udaje się udźwignąć obowiązki związane z wychowywaniem jednego malucha- z różnicą wieku sześciu lat- na świat przychodzi kolejna dziewczynka.
Mój bohater- bez żadnego wsparcia, będąc jednocześnie gnębionym przez kogoś, kto deklarował, że będzie kochać aż do śmierci- wydaje mi się, że i tak świetnie dał sobie radę w tak trudnym położeniu. Nie wiem jak ja poradziłabym sobie w takiej sytuacji...

Dzięki tym wysiłkom, poświęceniu i oddaniu, wyrosły dwie dziewczyny- dziś już dorosłe kobiety.

Jestem wdzięczna Bogu i losowi, że trafiłam na tak dzielną osobę. Choć było ciężko, wiem, że się starałaś i robiłaś wszystko co w Twojej mocy, żeby nam niczego nie brakowało. 
Bez względu na wszystko zawsze będę to doceniać i wiem, że Twój cały trud nie poszedł na marne...

Człowiek jest tylko człowiekiem. Każdy ma swoje granice wytrzymałości.

Dlatego nie mam o nic żalu, rozumiem i wybaczam Twoją ucieczkę. Ucieczkę w nałóg alkoholowy.

KOCHAM CIĘ MAMO I ZAWSZE BĘDĘ.


Ps. Jutro są Twoje urodziny.