piątek, 21 sierpnia 2015

Przebudzenie


Sierpniowy świt. Zegar wskazuje 5.15. Otwarte okno...
Na wpół śpiąca czuję jak muska mnie leciuteńki powiew wiatru niczym zachęta:
- pobudka śpiochu!
Jeszcze z zamkniętymi oczami wyobrażam sobie jak uśmiecha się do mnie słońce. Słyszę ćwierkanie kosa niczym radosny śpiew dziękczynny zapowiadający piękny dzień.

Dziękuję Bogu za kolejny dzień życia. Dziękuję Słońcu, że świeci nieznużenie, dziękuję Sercu za niestrudzoną pracę – choć mocno poranione – tak dzielnie podtrzymuje moje funkcje życiowe dźwigając ciężar codziennych dylematów.
Choć leżę dziś w łóżku sama, zupełnie nie czuję się samotna. Bycie w pojedynkę pozwala wyjątkowo wyostrzyć zmysły i skupić się na tym co dzieje się wokół, włącznie z rytmem swojego serca. Wyraźnie czuję i słyszę jak przemawia do mnie Duch życia.

Wyobrażam sobie Słońce i Wiatr jako samodzielne byty – istnienia z własną inteligencją, funkcjonujące dzięki tej samej energii życiowej co ludzie. Podczas gdy, my, skupieni wyłącznie na sprawach doczesnych i przyziemnych, zupełnie zapominamy, jak bardzo jesteśmy od nich zależni i że nie są dane nam raz na zawsze...

Jak chcemy czuć się częścią Wszechświata, skoro nie zauważamy i nie rozumiemy sposobu w jaki do nas przemawia?


Zauważamy to, co mało istotne: nową rysę na blacie czy plamę na koszuli, a nie dostrzegamy daru. Nie czujemy cudownego zapachu deszczu po upalnych i suchych dniach. Nie doceniamy blasku słońca, który dociera do nas nawet przez grubą warstwę chmur. Nie słuchamy śpiewu ptaków oraz szumu drzew kołysanych przez wiatr. 
To wszystko do nas przemawia, wystarczy tylko się przebudzić...

piątek, 14 sierpnia 2015

Nieugaszone pragnienie



Z niedoborem miłości i akceptacji - nieważne czy to w dzieciństwie czy w dorosłym życiu – usilnie szukamy jej w świecie – licząc, że świat (w pojęciu ogólnym) lub ktoś nas nimi obdaruje.

To nieugaszone pragnienie powoduje, że w zamian ofiarowujemy światu niejako samych siebie. Kosztem własnych marzeń, pragnień a czasem kosztem własnego "ja". W poświęceniu i oddaniu dostosowujemy się i spełniamy wszelkie oczekiwania mając nadzieję, że świat to zauważy i doceni. Jednocześnie licząc, że spadnie w naszym kierunku choćby okruch miłości. Często na próżno idą nasze wysiłki. Kiedy nie otrzymujemy tego, czego tak bardzo pragniemy, zostaje poczucie pustki i braku sensu oraz przekonanie o własnej beznadziejności. 

Najlepiej zrozumie ten, kto nosi w sobie pragnienie, którego nie może niczym ugasić.

Najgorsze jest to, że często mylimy czyjąś interesowność z akceptacją, sympatią a nawet miłością. Ten ktoś często to wykorzystuje i nie chodzi mi tu tylko o związki partnerskie, ale o każdy rodzaj relacji czy to w rodzinie, czy to w pracy. Ten kto nie wie czym jest miłość w tym prawdziwym wydaniu (tu kłania się okres dzieciństwa) – jak ma się jej nauczyć i umieć odróżniać jedno od drugiego?
Chyba, że świadomie tkwimy w tych nieszczerych relacjach, ciesząc się z każdego słowa i gestu, który wydaje się być przejawem tego czego tak bardzo nam brakuje...

Kolejnym paradoksem jest fakt, że Ci, którzy są spragnieni miłości – starają się ją okazać całemu światu, jednocześnie nie potrafiąc obdarzyć nią samego siebie.

Przegladając się w oczach innych staramy się dostrzec własną wartość, bo we własnych oczach wydajemy się być mało- lub bezwartościowi...


Nie szukajmy więc miłości w świecie i nie liczmy na miłość innych (jeżeli taką zostaniemy obdarowani, możemy nazwać się szczęśliwcami).

Sami postarajmy się nią obdarować. 

Zostańmy dla samych siebie najlepszymi przyjaciółmi.