piątek, 14 sierpnia 2015

Nieugaszone pragnienie



Z niedoborem miłości i akceptacji - nieważne czy to w dzieciństwie czy w dorosłym życiu – usilnie szukamy jej w świecie – licząc, że świat (w pojęciu ogólnym) lub ktoś nas nimi obdaruje.

To nieugaszone pragnienie powoduje, że w zamian ofiarowujemy światu niejako samych siebie. Kosztem własnych marzeń, pragnień a czasem kosztem własnego "ja". W poświęceniu i oddaniu dostosowujemy się i spełniamy wszelkie oczekiwania mając nadzieję, że świat to zauważy i doceni. Jednocześnie licząc, że spadnie w naszym kierunku choćby okruch miłości. Często na próżno idą nasze wysiłki. Kiedy nie otrzymujemy tego, czego tak bardzo pragniemy, zostaje poczucie pustki i braku sensu oraz przekonanie o własnej beznadziejności. 

Najlepiej zrozumie ten, kto nosi w sobie pragnienie, którego nie może niczym ugasić.

Najgorsze jest to, że często mylimy czyjąś interesowność z akceptacją, sympatią a nawet miłością. Ten ktoś często to wykorzystuje i nie chodzi mi tu tylko o związki partnerskie, ale o każdy rodzaj relacji czy to w rodzinie, czy to w pracy. Ten kto nie wie czym jest miłość w tym prawdziwym wydaniu (tu kłania się okres dzieciństwa) – jak ma się jej nauczyć i umieć odróżniać jedno od drugiego?
Chyba, że świadomie tkwimy w tych nieszczerych relacjach, ciesząc się z każdego słowa i gestu, który wydaje się być przejawem tego czego tak bardzo nam brakuje...

Kolejnym paradoksem jest fakt, że Ci, którzy są spragnieni miłości – starają się ją okazać całemu światu, jednocześnie nie potrafiąc obdarzyć nią samego siebie.

Przegladając się w oczach innych staramy się dostrzec własną wartość, bo we własnych oczach wydajemy się być mało- lub bezwartościowi...


Nie szukajmy więc miłości w świecie i nie liczmy na miłość innych (jeżeli taką zostaniemy obdarowani, możemy nazwać się szczęśliwcami).

Sami postarajmy się nią obdarować. 

Zostańmy dla samych siebie najlepszymi przyjaciółmi.

7 komentarzy:

  1. Zdecydowanie masz rację, często kochamy innych, poświęcamy się dla nich, a zapominamy o... sobie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś w kolorowym kobiecym czasopiśmie przeczytałam: "Każdy potrzebuje czułości. Nie oczekuj jej od kogokolwiek. Wiedz, że sama też możesz się przytulić, powiedzieć sobie miłe słowo". Był to dla mnie moment przełomowy, którego życzę każdemu, bo zrozumiałam, że szukanie w świecie tego, czego nam brakuje, może nas wiele kosztować, może się źle skończyć.
    Warto pokochać siebie, zadbać o siebie, a na czułość od innych... po prostu poczekać. By byli to Ci właściwi, którzy zasługują na nasze zaufanie.
    Jak zawsze piękny, mądry i potrzebny tekst. Dziękuję Ci za ciepłe myśli, które wzbudził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem właśnie na etapie zaprzyjaźniania się ze sobą. Dziękuję również.

      Usuń
    2. Często o tym zapominamy. Każemy w ten sposób nie tylko siebie, ale i swoich bliskich. Dzieciństwo silnie kształtuje naszą dorosłość, ale jako dojrzali ludzie musimy być tego świadomi i pracować nad tym.

      Usuń
  3. Mnie pragnienie miłości niszczy życie w pełnym tego słowa znaczeniu. Tak bardzo sama potrzebuje że nie potrafię chyba dać. Coś z tą miłością u mnie nie tak. Ludzie którzy powinni mnie kochać nie kochały mnie, Ci o których myślałam że mnie kochają nie kochają mnie i jeszcze są Ci którzy mnie kochają a ja nie potrafię im dać tyle na ile zasługują.
    Na co dzień nie myślę o tym i raczej żyje spokojnie. Znalazłam sposób na życie, a właściwie kilka bo najgorzej mieć sporo wolnego czasu i myśleć. Myślenie w brew pozorom może człowieka zabić. Dlatego znalazłam sobie zajęcia, pasje, które pochłaniają mój czas nie dając mi chwili wytchnienia na myślenie.
    Czy przyjaźnie się z sobą , nie wiem ale może dlatego, że mam do siebie sporo pretensji o różne sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam o zaprzyjaźnieniu się ze sobą, bo wierzę, że jeśli uda mi się zaakceptować siebie, swoją skomplikowaną uczuciowość, emocjonalność, swoje porażki, to moje życie będzie łatwiejsze. Może dzięki temu przestanę się za to obwiniać i oczekiwać od świata miłości, z którą u mnie też jest "coś nie tak". Dziękuję za interesujący wpis.

      Usuń
    2. "Coś nie tak"... myślę sobie... gdy staje obok mnie ktoś, kto kocha, tak trudno mi w to uwierzyć jak adoptowanemu dziecku... i zamiast się tym cieszyć szukam dowodów, że to nie jest prawda. Cóż, teraz przynajmniej to widzę, ale jeszcze nie mam takiej odwagi, by przestać patrzeć podejrzliwie na życzliwych mi ludzi. Kiedyś ją zdobędę, na pewno, chyba, może...
      To prawda, że potrzebne nam pasje- również do tego, byśmy mogły zobaczyć, jak wiele potrafimy zdziałać.

      Usuń