sobota, 26 września 2015

Prawdziwa miłość


Czemu patrzysz mi tak głęboko w oczy?
I dlaczego jesteś taki smutny?

Co mam ci powiedzieć?
Przepraszam?

Że kocham wolność ponad wszystko.
Że tak już mam od najmłodszych lat i nie potrafię inaczej żyć. Prawie zawsze byłam zdana tylko na siebie. Sam na sam. Ze swoim lękiem, radością i smutkiem, w szkole i w domu, w chwilach słabości i zwątpienia. W nauce, zabawie, modlitwie, marzeniach. Nie przypominam sobie, żeby ktoś „ważny” w tym współuczestniczył. Rodzice byli, jakby ich nie było. Byli na pewno wtedy, gdy coś nabroiłam. Natomiast „normalne” życie toczyło się gdzieś obok mnie. Przyzwyczaiłam się do tego stanu. Wręcz polubiłam.
I tak mi zostało do dziś.

Przecież już na samym początku mówiłam ci, że jestem „inna”.
Choć nie uważam się za „nienormalną”, to mam świadomość, że ludzie, którzy podążają szlakiem różniącym się od większości uważani są za dziwaków.

Proszę, nie smuć się.

Prawdziwa miłość daje wolność.

Ja kocham cię niezmiennie. Próbowałam żyć, tak jak tego oczekiwałeś. Nie udało się. Ale to nie zmienia moich uczuć do ciebie. Pozwól mi żyć tak jak ja chcę. Ty żyj tak, jak ty chcesz. Ofiarujmy sobie wolność. W sposobie życia, w podejmowaniu decyzji, w wyborze pracy, w formie spędzania wolnego czasu.

Prawdziwa miłość nie ogranicza, nie narzuca, nie wymaga. Kocha bezinteresownie. Nie za coś. Lecz mimo wszystko.


Uśmiechnij się. Kocham cię.


sobota, 12 września 2015

Bazar


Bazar.
Miejsce, w którym skupia się handel wszystkim, czym się da. Mydło i powidło. Cuda na kiju. Cel porannego wyścigu handlarzy o najlepsze miejsce, chyba, że już wcześniej zostało zarezerwowane.
Toczący się własnym rytmem, sposób na życie, chęć dorobienia lub zwyczajna miłość do handlu i kontaktu z ludźmi.
Dobry handlarz doskonale umie przerobić klienta.
Z zaplanowana listą zakupów klient przychodzi, np. po ogórki, a wychodzi z kompletem kolejnej, zupełnie niepotrzebnej pościeli.
To się nazywa sztuka !
Umiejętność przekabacenia i wmówienia klientowi, że jak nie nabędzie tego produktu, to będzie żałował i nie zaśnie przez najbliższy tydzień.
To jak umieć sprzedać piasek Arabom i lód Eskimosom.
Ale cóż, takie prawo handlu.
Najlepiej, gdy sprzedawca zadowolony i klient, czyli przysłowiowy „wilk syty i owca cała”. Sprzedawca zarobiony, a klient przekonany, że dokonał „najlepszego” zakupu w swoim życiu oraz dobrze zainwestował swoje pieniądze.
Hadel handlem.
Ile niezaplanowanych i zupełnie spontanicznych spotkań, rozmów, wymiany poglądów – nierzadko na przysłowiowe „noże”.
Skupisko ludzi wszelkiego pokroju. Od skromnej babuni, która ciuła każdy grosz, przez dziadka, który targuje się o złotówkę, udając biednego, choć jego portfel, aż kipi od „kapuchy”. Stałych oglądaczy (w żargonie 'apacze'), którzy pytają się o cenę wszystkiego, nie kupując niczego, za to sztucznie zwiększających statystyki pseudokupujących- po ludzi gromadzących wiele, w tym niepotrzebnych rzeczy i nigdy niewychodzących z pustymi rękoma.

A czy świat nie przypomina bazaru? Musimy umieć niejako „zareklamować siebie”, żeby zauważył nas spośród innych i docenił: nasz przyszły partner bądź przyszły pracodawca, w końcu konkurencja jest duża...

...z resztą „widziały gały, co brały”...

piątek, 4 września 2015

Sztuka kochania

Strach przed porzuceniem i odtrąceniem przeplatany z węwnętrznym błaganiem o miłość i akceptację. To część mojego życia.
Kiedyś chciałam wymazać ten czas z pamięci.
Ale dziś myślę: dlaczego i po co?
Przecież to część mnie. Owszem może zagubiona, bardzo niedoskonała i nie taka jaką chciałaby być.
Ale nie sztuką jest kochać i akceptować to, co jest piękne i doskonałe, lecz sztuką jest pokochać i zaakceptować to, co doskonałe nie jest. To jak pokochać blizny i szramy na gładkiej skórze. To jest prawdziwa sztuka.
Sztuka kochania.
Bo cóż jest tą sztuką jeśli nie umiejętność jej okazania. Zarówno wobec świata jak i wobec samego siebie.

Prawdą jest, że opornie idzie mi ta nauka. Nadal mam problem z okazywaniem uczuć. Szczelnie zamykam bardzo głęboko w sobie wszelkie ich przejawy. Węwnętrzny głos krzyczy i woła, a ja nie potrafię wydusić z siebie słowa. Chowając się jakby ze strachu przed ośmieszeniem i niezrozumieniem. Nawet płakać mogę jedynie w ukryciu – aby nikt, nie osądził, że się nad sobą rozczulam.

Wiem, że ta blokada „siedzi” w mojej głowie. Dlatego wciąż to przerabiam. Próbuję otworzyć to, co mam ukryte gdzieś w środku. Staram się nazywać własne uczucia, emocje.
Bo skąd ktoś ma wiedzieć, co czuję, skoro nie potrafię tego nazwać, określić ani okazać...
Bo skąd mam wiedzieć to ja, skoro ukrywam to sama przed sobą...
Chciałabym się tego nauczyć, bo wiem, że ułatwiłoby mi to relację nie tylko z bliskimi, ale również ze światem.
Muszę się otworzyć...
...Bo bardzo się boję...
...Że mogę nie zdążyć...

A bardzo bym chciała zdążyć na czas...

Zdążyć powiedzieć KOCHAM.

Nim odejdą adresaci tych słów...

Nim odejdę ja.