piątek, 17 lutego 2017

Wybacz mi


Nie mogłam Ci wiele dać.

Nawet sobie nie mam nic do zaoferowania.

Jak dać miłość, skoro jej brak?

Jak dzielić się powietrzem, jeżeli samemu nie można złapać tchu?

Jak pozwolić komuś wejść, gdy w środku pełno rozbitego szkła?

Nie można chwytać się tonącego, żeby razem z nim nie utonąć.

Może właśnie to w największym okrucieństwie jest objawem miłości.


Nie mogłam Ci wiele dać.


Wybacz mi.


Ayo styczeń 2017

czwartek, 9 lutego 2017

Przezwyciężyć swojego demona


Trafiłeś w życiu na swojego demona?
Kto wie, może nawet na kilku, albo też tego samego w różnych postaciach?
Ja trafiłam.
Mierzę się z nim ostatnio dość często.
Jednocześnie odkrywam coraz to nowe granice własnej wytrzymałości.
Nie chodzi mi tu o działanie jakiegoś nieszczęśliwego przypadku czy kierownictwa złego losu – chociaż szczęściem tego nazwać nie można – lecz o taką szczególną postać. Osobę, która pojawiła się w moim życiu i …

...Właśnie... i zaczynam odnosić przedziwne wrażenie, że coś nie gra. Pierwszy epizod – może mi się tylko tak wydaje. Drugi epizod – niby nic się nie stało ale w środku boli i przykro. Kolejny – czas się zastanowić, czy ze mną wszystko w porządku. Następny – pewność, że ze mną wszystko w porządku a przyczyna tkwi w kontakcie z postacią. Postać nosi w sobie niezliczone pokłady jadu. Czyha na okazję aby móc zadać cios. Czai się, jak ukryty zwierz, żeby niepostrzeżenie przypuścić atak i wbić przysłowiową „szpilę”. Czerpie z tego nieukrywaną satysfakcję, jakby to działanie stanowiło swoisty pokarm. Ten demon swoim ostentacyjnym sposobem bycia, porozumiewania się (czytaj: uszczypliwymi wypowiedziami) a nawet milczeniem (czytaj: bez kija nie podchodź), wzbudza we mnie negatywne emocje. Burzy mój wewnętrzny spokój i powoduje niewytłumaczalne osłabianie/zaniżanie poczucia własnej wartości. Stosuje taki rodzaj psychomanipulacji, że o mały włos uznałabym, ba, uwierzyłabym, że to wszystko „moja wina”. Wina polegająca na tym, że Jestem. Jestem i żyję na tym samym świecie, oddycham tym samym powietrzem, dzielę to samo pomieszczenie i... często się uśmiecham do świata i ludzi – to dopiero irytuje.

Cóż robić? Uciekać?
Proszę, tylko nie mów: nie przejmuj się – to najgorsza z możliwych „rad”.
Co jeśli to postać z pracy a na horyzoncie brak innej perspektywy?
Można odzyskać estetykę psychiczną/zdrowie – rzucić pracę i „zęby w tynk”.
Można stracić zdrowie psychiczne/fizyczne – ale zarabiać i mieć z czego płacić rachunki.
Niestety, ale taki demon trafia się w najtrudniejszych sytuacjach.
Trzeba się z nim mierzyć jednocześnie pokonując własne słabości.
Pytanie – za jaką cenę?
Kiedy czas się wycofać?
Czy zwycięstwem jest „iść w zaparte” mimo tych przeciwności? A może to właśnie odpuszczenie i wycofanie się z „chorej” sytuacji okaże się zwycięstwem zbawiennym dla naszego wewnętrznego samopoczucia?


Jak przezwyciężyć demona?
Pokonując własne słabości.
Nie ważne jaką decyzję się podejmie.
Najważniejsze to nie pozwolić na przejęcie kontroli nad naszymi uczuciami.
Nie dać się zastraszyć.
Nie dopuścić do przejęcia władzy nad nami samymi.


To jest zwycięstwo.