sobota, 13 maja 2017

Za bardzo


Mówisz, że jestem "za bardzo",
Że za bardzo chcę.
Za bardzo mi zależy.
I że za bardzo się staram.
Wszystko za bardzo.
I choć przyjmuję twoje słowa jak konstruktywną krytykę,
Szanuję jak radę osoby, która naprawdę dobrze mi życzy.
Jednocześnie odbieram je jak podszyty, zupełnie inny komunikat.
I choć powinnam przemilczeć, pokornie przyjąć i wziąć do serca (obiecuję, że głęboko się nad twoimi słowami zastanowię).
Pozwól jednak, że najpierw przedstawię swój obraz tego jak ja to widzę.
Może odbierzesz to za bezsensowną interpretację.
Może nawet jako obronę kogoś, kto broni się w niesłusznej walce...

Wiem, że czasem jestem/bywam ekspansywna- nadmiar trudnej do powstrzymania, rozpierającej mnie energii nie sposób nie zauważyć i nie dosłyszeć- wszędzie mnie pełno.
Innym razem zaś, jestem/bywam wycofana, milcząca, nawet jakby niedostępna i mroczna.
Jestem zawsze za bardzo.
W tę albo w drugą stronę.
Jednak za bardzo.
I wiesz, jest w tym sporo racji.
Ale najpierw mnie wysłuchaj:

Nie jestem stałą prostoliniową.
Jestem zmienna.
Jak pory roku.
Zmieniają się i nadchodzą, nikogo nie pytając o zgodę.
Postępują zgodnie z własnym cyklem i nigdy wbrew własnej naturze.
Nie wiem, czy rozumiesz to, co chcę ci przekazać.
Musisz wiedzieć, że taka jest moja natura. Taka jestem ja. W całości.
Kiedy zwróciłeś mi uwagę- przyjęłam do wiadomości.
Ale moje pytania brzmią: dlaczego uważasz, że to jest złe?
Czy to nie jest tak, że twoja rada brzmi: musisz się dostosować, bo tu do nas nie pasujesz?
Dlaczego chcesz wstawić mnie w wasze ramy? Czy to oznacza, że muszę być taka jak inni?
Dlaczego nie chcesz, żebym była po prostu sobą. Taką prawdziwą?
Nie uważasz też, że prawie wszyscy wokół kogoś udają?
A może zamiast zmieniać siebie, powinnam zmienić towarzystwo?
Nie rozumiem jeszcze określeń: że za bardzo chcę, za bardzo mi zależy i że za bardzo się staram.
Nie wiem co masz na myśli?
Co złego w tym, że się angażuję?
Że nikogo ani niczego nie udaję?
Że daję z siebie wszystko, nawet jeśli nikt tego nie doceni, a wręcz skrytykuje?
Że jak się śmieję, to słychać na całego?
Że jak się smucę, to szczerze ale nigdy nie na pokaz?
Co złego w tym, że we wszystko wkładam mnóstwo serca, energii, pasji?
Że staram się robić wszystko tak, jakby miało być ostatnią dokonaną rzeczą w życiu?
Czy tak naprawdę nie o to w tym wszystkim właśnie chodzi?
Żeby być prawdziwym we wszystkim co się robi. By nikogo nie udawać.
Nie oszukiwać
W życiu, w pracy, we wszystkim.

Więc...

Jestem jaka jestem.

Całą sobą.

Na tle sztuczności, fałszu i udawania.

Za bardzo.



Prawdziwa.

21 komentarzy:

  1. "Jeżeli czernię sobie rzęsy
    I szminką barwię usta,
    Jeśli oczom przydaję blasku
    I chodzę od lustra do lustra,
    Sprawdzając, czy tak dobrze,
    To nie jest próżność z mej strony:
    Szukam twarzy, jaką miałam wówczas,
    Nim świat został stworzony.

    I cóż, jeśli patrzę na mężczyznę,
    Jak gdybym go kochała,
    Choć zachowuję zimną krew
    I serce mam jak skała?
    Czy pomyśli, że jestem okrutna
    Lub że został zwiedziony?
    Chcę, żeby kochał tę, którą byłam,
    Nim świat został stworzony."

    (Wiliam B. Yeats /przekład – Ludmiła Marjańska)

    Nie da się być za bardzo... Można być co najwyżej dobrym albo złym, a co za tym idzie coś się powinno a czegoś nie powinno. Inne podziały i miary i postrzeganie to fikcja i oszustwo.

    I jeszcze jedno... "bycie sobą" to też błędna perspektywa. Za dużo w naszym postępowaniu dysonansów, na dodatek często występujących u innych, więc na dobrą sprawę nie potrafimy wyodrębnić tego "właściwego" kawałka siebie, i nie wiemy kiedy tak naprawdę (i właśnie wtedy) jesteśmy "sobą"

    Pozostaje więc pytanie kim jestem i kiedy nim (sobą) się staję/stanę. Na czym polega ta nasza indywidualność i skąd się bierze?

    "(…) Poczucie wartości to coś „zero – jedynkowego”: albo mam kontakt z własną wartością (JA PRAWDZIWE), albo go nie mam wcale (JA FAŁSZYWE). Za nieprawidłowe uważamy również określenia typu: „budowanie własnej wartości”. Owszem, jeśli ktoś funkcjonuje w obszarze JA FAŁSZYWEGO, to nie stykając się z własną wartością, musi ją niejako „budować”, ale ta „konstrukcja” jest tak krucha, jak kruchy jest dom budowany na piasku. Na niestabilnym podłożu można postawić nawet pałac lub bunkier (i tak niektórzy rzeczywiście funkcjonują), jednak nigdy nie będzie on miał trwałości ze względu na słabość fundamentu (JA FAŁSZYWE).

    Na poziomie JA PRAWDZIWEGO nie potrzeba niczego budować – człowiek po prostu styka się z własną wartością. Z tego poziomu doświadczamy, że nasza wartość jest nieskończona, ponieważ wynika z samego aktu stwórczego Boga, który chciał nas dla nas samych. Człowiek żyjący w świadomości tej prawdy nie potrzebuje nikomu udowadniać swojej wartości, bo jest nieustannie afirmowany od wewnątrz przez Miłość, która go stwarza. Wartości człowieka nie można ani pomniejszyć ani powiększyć, nie potrzeba też nad nią pracować. Można mieć kontakt z własną wartością lub go nie mieć. Podobnie jak złoto jest złotem bez względu na to, czy znajduje się na palcu czy w błocie, tak człowiek może żyć, mając doświadczenie swego piękna i zgodnie z tym, do czego jest powołany..." (fragmenty książki Moniki i Marcina Gajdów „ROZWÓJ JAK WSPÓŁPRACOWAĆ Z ŁASKĄ?”)

    polecam również: Ks. Piotr Pawlukiewicz – Nie bój się usłyszeć prawdy o sobie

    "Patrzę do tyłu i uśmiecham się, choć bolało.
    Dziś widzę: wszystko miało sens – coś odebrało,
    By wreszcie stanąć u Twych bram tak przezroczysty,
    By serce wolne w sobie mieć i wolne zmysły.

    Gdy tak bezpieczny znajdę się pod życia tchnieniem,
    Mogąc ogarnąć wszystkich już czułym spojrzeniem.
    Z trzaskiem otworzą wtedy się prastare bramy
    I ufam, wierzę, wszyscy się kiedyś spotkamy.

    Kiedy z radością stanę tam z dłońmi pustymi,
    Zasłona spadnie, wolny już w Twojej świątyni.
    I poznam wszystek rzeczy sens jakem poznany,
    Wybiorę miłość, jak ja sam jestem wybrany."

    (Tekst piosenki „Patrzę do tyłu, uśmiecham się”)

    Dużo tego, ale znowu dużo dałaś do myślenia :) Same pytania bo odpowiedzieć "sobie" każdy powinien sam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest co poczytać :) Dziękuję za obszerny i interesujący wpis, który odebrałam m.in. w obronie własnej wartości.
      Jednocześnie odnosząc się do Twoich słów, tu zacytuję: "Nie da się być za bardzo... Można być co najwyżej dobrym albo złym, a co za tym idzie coś się powinno a czegoś nie powinno. Inne podziały i miary i postrzeganie to fikcja i oszustwo. I jeszcze jedno... "bycie sobą" to też błędna perspektywa." - myślę, że to nie tak. Bycie sobą jest czymś co powinno wynikać z naszej własnej natury, którą w pseudocywilizowanym świecie często zagłuszamy i gubimy, żeby dopasować się do reszty- w innym wypadku jesteśmy postrzegani jako "dziwacy" (co mi akurat nie przeszkadza). Chodzi o naturalny, wewnętrzny stan, w którym nie czujemy się skrępowani, w którym nie musimy grać ani nikogo udawać- to wtedy dla innych (tych dopasowanych do całej reszty) stajemy się za bardzo... różni, inni. Tak, to jest bycie sobą- naprawdę coraz mniej osób na to stać.
      Zwrot "za bardzo", choć brzmi przekornie jest jak najbardziej trafiony. Dla innych za bardzo słony czy słodki ale zawsze "za bardzo" - za to nie jest bez smaku.
      Zdałam sobie sprawę, że bycie sobą w połączeniu z pseudocywilizacją zawsze będzie tworzyć mezalians...

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. No właśnie chodzi mi o tę... "Własną naturę".
      Ja nie wiem co to jest. Nie potrafię tego określić. I nie znalazłem niczego co by ją określało dla każdego indywidualnie. Mam do dyspozycji wyłącznie wartościowanie tego co się robi... "Reszta" jak ją nazwałaś nie ma tu żadnego znaczenia, i trafnie to opisałaś sama a ja to tylko pociągnąłem dalej...
      We wszystkim co robimy jesteśmy ZAWSZE do kogoś podobni bo inni też "to" robią, jedni częściej inni rzadziej ale "wszystko już było", więc nie w tym upatruję własną "indywidualność". Ergo, "umieram" z ciekawości jakim/kim naprawdę jestem i wierzę że będzie mi kiedyś dane to poznać. Do tego czasu staram się być dobrym, nie zależy mi na odróżnianiu się od innych... nie powiem "kim" (jaki) chciałbym być żeby nie robić z siebie głupca, ale jest parę wzorów ludzi lepszych ode mnie :) i chętnie zamieniłbym to moje "niepowtarzalne JA" na powtarzalne/przerobione ale dobre TY.
      Jesteśmy niestety skazani na powtarzanie "cudzych"/znanych błędów. Różnica jest taka że to MY w "samotności" je robimy i odbieramy tego skutki... Ja wiem że to brzmi mało oryginalnie ale w świetle tego że wszystko już było nie widzę sensu istnienia "niepowtarzalnego" JA jeśli tak naprawdę wszystko już zostało przerobione (co z tego że przez kogoś innego).
      Nie wiem czy mnie rozumiesz, ale ciesze się że odebrałaś to jako obronę własnych wartości (dlatego pozwoliłem sobie na to zwierzenie, i to nie jest lekcja ani wykład)
      Nie ma mezaliansu, bo wszyscy są równi tylko wobec JEDNEJ niezmiennej. Pozostałe różnice nie mają znaczenia (i dlatego czuję się wolny w tym jakby nie patrzeć ograniczeniu)

      Usuń
    3. Skierowałeś uwagę na coś cennego i można na to spojrzeć z innej perspektywy.
      Nie chcę kłaść nacisku na własną indywidualność czy też odróżnienie się od innych- wszystko już było- jak celnie to określiłeś. W pojęciu o byciu sobą mam na myśli wierność sobie i własnym wartościom, mimo nacisku, presji bądź trudnej do dostrzeżenia manipulacji otoczenia. Własna natura - trudno ją sprecyzować. Nawet jeśli nieudacznie i pokrętnie, spróbuję się zmierzyć z tym pojęciem.
      Myślę, że własną naturę odkrywamy, kiedy coś nas wewnątrz "uwiera". Kiedy z tym czymś/kimś bądź z jakimkolwiek miejscem, nie czujemy spójności, związku- to właśnie wtedy ona (własna natura) wyraźnie daje o sobie znać. Kojarzę ją z pierwotnym, czystym i indywidualnym "zestawem" uczuć i zmysłów, którymi zostaliśmy obdarzeni, a które z kolei zostają zatracane/zakrzywiane przez wpływ np. środowiska, w którym wychowujemy się (np.szkoła), pracujemy i żyjemy. Słuchając tego wewnętrznego głosu, naszej własnej natury, żyjemy w zgodzie ze sobą.

      Ciekawie rozwinąłeś temat i pobudziłeś mnie do szerszej analizy.
      Pozdrawiam

      Usuń
    4. To jeszcze trochę pomarudzę :)

      Rozumiem o czym mówisz i zgadzam się z zagrożeniami które wymieniłaś. Szkoła, otoczenie mają przemożny wpływ na naszą tożsamość... Po prostu "czepiam się" czegoś innego :) tzw. "natury rzeczy", która się w nas buntuje za każdym razem kiedy rozumiemy coś inaczej, mamy ochotę zachować się inaczej. Pytanie czy właściwie rozumiemy jest wg. mnie istotniejsze od tego czy ten przymus odbywa się pod czyimś wpływem, nie wspominając już o "pewności" że "oto jestem JA" (wewnętrzny głos podpowiada nam czasem złe rzeczy, i nie wiem czy opłaca się w takich przypadkach "być ze sobą w zgodzie", i czy wtedy jestem ten "prawdziwy").
      Sama zaczęłaś :) Pozdrawiam

      Usuń
    5. PS... I tak mnie jeszcze naszło, że czasami za bardzo "chcemy być sobą" (nie wiedząc w zasadzie co to znaczy i błądzimy po omacku w poszukiwaniu. Nakręceni i zbuntowani :) ). Kawałek piosenki na koniec

      "Byłem sam, zupełnie sam, mimo wielu twarzy tłumu,
      mimo blasku barwnych lamp, nie umiałem wyjść zza muru.
      Biłem głowa nie umiałem wyjść ze swoich małych ram,
      Gdy upadłem zrozumiałem, nie mam szans bo ide sam.

      I zupełnie nie wiedzałem, co mam robić dokąd iść?
      Po co tutaj się znalazłem? I wogóle, jak mam żyć.
      Wciąż rzucany wirem życia tak zupełnie skołowany
      Nie wiedziałem: walczyć dalej, czy też lizać swoje rany.

      Kiedyś w środe późno w nocy, samotnością wyczerpany,
      Pomodliłem się po prostu i zostałem wysłuchany..."

      Usuń
    6. Gdyby wszyscy tak marudzili, zapewniam, świat byłby piękniejszy :)
      Dołączę,
      Prowokujesz :)
      Odpowiem pytaniami: czy rodzimy się źli? -Ja uważam, że nie- stąd pisałam o pierwotnym i czystym głosie naszej wewnętrznej natury.
      Jeżeli ten głos podpowiada nam czasem złe rzeczy- pytanie czy to ten nasz, pierwotny i czysty głos?
      A czy to też nie jest tak, że musimy spróbować "zakazanego owocu" żeby móc odróżnić dobro od zła, bo w przeciwnym razie taki podział by nie istniał?
      Jakiego/czyjego głosu posłuchali Adam i Ewa, będąc jeszcze doskonałymi a stworzonymi przecież na obraz boży?

      Życzę wciągającej kontemplacji :)
      Pozdrawiam







      Usuń
    7. Ps. Świetny tekst piosenki.
      Dziękuję za podsunięcie.

      Usuń
    8. Tak. Szukałem jakiegoś fajnego wykonania, ale pozostało zadowolić się tekstem.

      Dorzuciłaś do pieca :)

      Rodzimy się z grzechem pierworodnym i jego konsekwencjami (i tu nie ma co gdybać bo się nie odstanie - pozostało starać się robić jak najmniejsze straty), choć nie tak zostaliśmy stworzeni. Całe zadanie odnalezienia "siebie" polega więc na tłumieniu tej części "natury" która została wypaczona przez grzech, a rozwijaniu tej która jest obrazem Boga... Ergo kiedy grzeszymy zaprzeczamy pierwotnej naturze (oddalamy się od jej źródła) która była całkowicie dobra (przed grzechem pierwszych rodziców), analogicznie tylko kiedy jesteśmy w Bogu (czynimy dobrze) jesteśmy "sobą". Tu nie ma żadnej strefy neutralnej, ani trzeciej drogi jak sobie to niektórzy tłumaczą, wszystko co jest ponad TAK/NIE od złego pochodzi. I od niego (z jego podszeptu) wyszło nieposłuszeństwo którego dopuścili się Adam i Ewa. Sam diabeł (zanim się nim stał) też był na dobry (takim go stworzył Bóg), ale wybrał bunt. Od tamtego momentu kusi, ale samo wykonanie jest już wyłącznie nasze

      Odnośnie konieczności spróbowania zakazanego owocu - nie było(by) takiej potrzeby kiedy/jeśli słuchali(by)śmy się Ojca. Zakazy są dla naszego dobra... więc to w zasadzie nie są żadne zakazy, a z uwagi na wolną wolę ostrzeżenie/dobre rady, których nieprzestrzeganie niesie za sobą już tu na ziemi przykre konsekwencje, nawet jeśli nam się wydaje że to tylko kwestia sumienia.
      Trzeba się pilnować żeby właśnie nie popaść w błąd (jak to się widzi w niektórych religiach) jakoby zło było niezbędne dla poznania dobra, którego natura miałaby w takim wypadku polegać na jakimś zbilansowaniu/równowadze z tym drugim. To nonsens. Szatan będzie kiedyś pokonany bo nie ma żadnego usprawiedliwienia ani uzasadnienia dla istnienia zła... które jest potrzebne wyłącznie jemu, by odrywać ludzi od Boga.

      Mam nadzieję że niczego nie pomieszałem. A jutro postaram się odnaleźć i wrzucić jakiś profesjonalny materiał do posłuchania. Dobrej nocy

      Usuń
    9. "Czy mili ludzie idą do nieba" | C. S. Lewis.
      https://www.youtube.com/watch?v=_BVEkh2kFx8
      "Dlaczego Bóg stworzył zło?" Mikołaj Kapusta
      https://www.youtube.com/watch?v=M2yKOJnBvhs
      "KSIĘGA NATURY#2 To co widzialne odzwierciedla to, co niewidzialne" C.S. Lewis.
      https://www.youtube.com/watch?v=SGNKRDIzeq0

      Miłej lektury :)

      Usuń
  2. Prawie zawsze jesteśmy za bardzo. Rzadko kiedy w środku harmonii. Pewnie z tego środka też byśmy byli dla kogoś za bardzo. Najważniejsze jednak jak my się czujemy z tym, co robimy. Jak się czujemy ze sobą. I czy w ogóle potrafimy siebie odnaleźć.
    Ciekawy tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tego będę się trzymać: "Najważniejsze jednak jak my się czujemy z tym, co robimy. Jak się czujemy ze sobą."

      Dziękuję

      Usuń
    2. Wysłuchałam wszystkich przekazów, które pogłębiły moją wiedzę, a którą z kolei (jak już wiesz) zgłębiam z zainteresowaniem.
      Wierzę natomiast w "dobro w nas", z którym przybywamy na ten świat. Tym samym przestrzegając i kierując się w życiu dwoma największymi przykazaniami (ew. Mateusza 22:37-40), możemy bez niepotrzebnych wyrzutów dbać o wewnętrzną harmonię i równowagę tak, aby żyć w zgodzie ze sobą przejawiając te wartości wobec siebie i innych.
      Polecam przeczytać rozdziały 7, 8 i 9, jednego z moich ulubionych listów Pawła, tj. listu do Rzymian, w którym opisuje o słabościach ludzkich i o miłości bożej, której my ludzie nie potrafimy objąć i pojąć swoim umysłem.
      Dziękuję za niezwykłą i (jak zawsze) interesującą rozmowę :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. To podrzucę Ci coś jeszcze, bo ciągle odnoszę wrażenie że rozmawiamy o czymś innym :) (to nie jest zarzut, ale logiczna konsekwencja poszukiwania czegoś innego przez Ciebie a czegoś innego przeze mnie)
      Więc jeszcze raz Mikołaj Kapusta i "Dla Boga jesteś BEZNADZIEJNY" (nie sugeruj się tytułem po prostu wysłuchaj)
      https://www.youtube.com/watch?v=aCT0vl2knac

      Usuń
    4. Właśnie zauważyłam, że podpięłam się pod inny komentarz. Wynika to ze zmęczenia i nawału pracy. Przepraszam, że tak przeskoczyłam.
      Temat dotyczy własnej natury i jej wewnętrznego głosu.
      Myślę, że dla Ciebie życie w zgodzie z własną naturą może być zgubne- co wynikałoby z naszej niedoskonałości oraz szeroko rozumianego podziału na dobro i zło, o którym napisałeś. Ponadto przesadna wiara w siebie i poczucie mądrości we własnych oczach jest przejawem pewnego rodzaju pychy. Tak rozumuję Twoje wypowiedzi, jako radę i pewien rodzaj ostrzeżenia.
      Ja je całkowicie przyjmuję i jestem za nie bardzo wdzięczna- sprowadzają na ziemię (zakładam, że moja skrócona interpretacja Twoich wypowiedzi jest trafna).
      Z kolei- zależy mi żebyśmy się dobrze zrozumieli- moje wypowiedzi nie mają na celu podważenie tego, o czym napisałeś.
      W swoich wypowiedziach, chcę ukazać swoja wiarę i ufność w te naszą pierwotną naturę z boskim pierwiastkiem. Wiarę w istnienie nas jako jednostek. Z zestawem cech indywidualnych dla każdego. Jesteśmy pod tym względem oryginalni i niepowtarzalni i nikt tym samym nie ma prawa/nie powinien naruszać tej naszej indywudualności po to, żeby podpasować do własnych ram. Tu nasza własna natura, która nie narusza boskich praw, podpowiada nam, gdy ktoś próbuje na nas coś wywrzeć, wmówić nam coś, wbrew temu, co czujemy wewtątrz. I do tego zmierzam w całym swym kontekście.
      Wierzę w tę część naszej natury, której głos wewnętrzny jest zgodny z bożym kodeksem "wlanym w nasze umysły i serca", mimo tej naszej niedoskonałości i skłonności do złego.
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Ciężko to nazwać radą czy ostrzeżeniem. To co najwyżej chęć podzielenia się własną wiedzą a nawet doświadczeniem. Pozwoliłem sobie na pewien "upór" bo wiem że mnie dobrze zrozumiesz
      Teraz już widzę że to ja prędzej źle Cię odczytałem... Warto rozmawiać i wyjaśniać do końca :)
      Pozdrawiam i życzę Ci owocnego odpoczynku przez resztę dnia siódmego :) mam nadzieję że nie zmęczyła Cię zbytnio moja natarczywość (to z sympatii)

      Usuń
    6. Nawet tak nie myśl (o tym, że mnie zmęczyłeś)!
      Bardzo lubię z Tobą rozmawiać, bo są to dla mnie cenne, wartościowe i unikatowe rozmowy.
      Uwierz mi.
      To ja dziekuję Ci, że znalazłeś dla mnie swój czas i podzieliłeś się wiedzą ze swojej "tajemnej biblioteki" (umysłu).
      Serdecznie Cię pozdrawiam.

      Usuń
  3. Badz Ayo soba; jestes kapitalna kobietka :) Mozesz sie zmieniac, jak chcesz, ale tylko za rada swojego serca i swoim przyzwoleniem. Tresc piosenki, ktora dedykowalam wszystkim moim blogowym Przyjaciolom jest jakoby odpowiedzia na Twoj felietonik. Poruszylas w nim bardzo wazny temat. Zmieniajmy swoj swiat, jak chcemy, lecz nie zmieniajmy siebie wzajemnie - na swoj wzor i szablon. Badz soba Ayo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alenko, Twoje słowa, pełne akceptacji i ciepła wywołały mój uśmiech i sprawiły radość.
      Choć znamy się tylko na podstawie zamieszczanych treści, okazałaś mi tym wielki kredyt zaufania i serdeczność wobec mojej osoby :)
      Za co z całego serca Ci dziękuję i jednocześnie życzę Tobie tego samego. Aby ciepło, którym obdarowujesz ludzi wracało do Ciebie pomnożone :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Z zazdrością patrzą i stłamsić próbują, by usprawiedliwić własne "zbyt mało" bycie.
    Trwaj, Ayo, trwaj, bo świat ten potrzebuje przykładów na fakt, że za bardzo, to dopiero naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno choć delikatnie- to jednak usiłują narzucać nam swoje zdanie, tym sam umniejszając nasze jestestwo.
      Dziękuję za solidarność- jakkolwiek to zabrzmi.

      Usuń