sobota, 11 lipca 2015

Życiowa postawa


Na zewnątrz drapieżna jak lwica, w środku krucha i delikatna jak porcelana. Z takiego niedoskonałego pancerza zbudowana jest moja życiowa postawa. Ciągle nad nią pracuję. Staram się bezustannie ją poprawiać i ulepszać, żeby niczym zbroja - chroniła mnie przed tym czego najbardziej się boję.

Czuwająca jak lwica.
Niby spokojna, jednak przygotowana na atak i walkę. Dokładnie tak cechuje się moja zewnętrzna postawa. Postawa wyniesiona z rodzinnego domu. Wynikająca z lęku i strachu, braku poczucia bezpieczeństwa oraz nieprzewidywalności tego co się może zdarzyć - zła, które wydawało się, że czeka i czai się za każdym rogiem. To nie skarżenie się, zapewniam. To próba usprawiedliwienia i jednocześnie przebaczenia samej sobie. Przecież nie można się chłostać do końca życia i obwiniać za to, że takim się właśnie jest. 

Za co?
Za lęk, który stał się częścią mnie i którym byłam w dzieciństwie regularnie karmiona, aż wreszcie wypełnił każdą komórkę mojego ciała?
Za brak prawdziwej, rodzicielskiej miłości?
Za brak zaufania do ludzi?

To bez sensu. Nie mogę się za to winić.

Krucha i delikatna jak porcelana.
Odczuwam wszelkie bodźce z zewnątrz wszystkimi zmysłami. Chłonę świat i jego wibracje, które przeszywają moją wrażliwą strukturę i wywołują falę chcianych bądź nie – emocji.

Nasza życiowa postawa jest jak budowla. Żeby spełniała swoją funkcję musi być odpowiednia i wykonana z należytego materiału. Podobnie jest z naszą życiową postawą.
Nie da rady zbudować czegoś silnego i trwałego na słabych fundamentach. Trzeba wyburzyć to, co i tak grozi zawaleniem i zacząć budować na nowo od podstaw. Fakt, że wymaga to sporego wysiłku szczególnie, gdy remont czy też renowację (w zależności od stanu istnienia) przeprowadza się tak późno.

Pracuję nad sobą - rozbrajam bombę rozłączając niebezpieczne "kabelki".

Przeprogramywuję swoje myślenie, nastawienie i wszystko to, co niszczy od środka.

Staram się wylać nowy fundamet. Wypełnić go spokojem, miłością i pokorą.

Naprawiam się sama i trochę z pomocą bliskich dla mnie osób. Każdego dnia. 

19 komentarzy:

  1. Każdy z Nas przybiera różną postawę w życiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie, czy ta którą mamy będzie naszą siłą czy słabością...

      Usuń
  2. Podoba mi się to jak napisałaś tego posta, to o czym napisałaś. W tym krótkim wpisie zawarłaś coś na co pracujemy w zasadzie całe życie...
    Każdy z nas jest inny i to jest właśnie piękne.
    Buduj swoje mocne fundamenty, szukaj ludzi którzy pomogą Ci nie tylko w budowie ale i tych remontach.
    Pamiętaj, że nie jesteśmy sami i zawsze gdzieś jest ktoś kto chce nam pomóc! ;)

    Trzymaj się, pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)
    http://czarny-czerwony-zolty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie jesteśmy pozostawieni samym sobie. Możemy uczyć się od siebie wzajemnie. Może coś z tego wyjdzie...

      Usuń
  3. Często, gdy tu zaglądam, wyobrażam sobie nas obie idące przez słoneczną łąkę trzymając się za ręce i uśmiechając się z rzadka- tyle, by dać wyraz dobru, tyle, by się radości nie przestraszyć...
    Często mam też wrażenie, że dobrze się znamy, bo wiele spraw widzimy chyba podobnie, może inną drogą, ale szukamy jakiegoś sposobu na istnienie w świecie.
    Tylko jedno dziś... obwiniasz się o brak zaufania? ja winię się, że ufam- wiem, że to w końcu zaboli.
    Cieszę się, że mogę przeczytać, że siebie układasz, rozbrajasz, budujesz. Myślę sobie, że dajesz radę, że Jesteś bohaterką. Może świat tego nie widzi, ale ja tak uważam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podnoszę się, za chwilę upadam i brakuje mi sensu. Później znów się podnoszę i znów upadam... Jagoda, dziękuję za To co napisałaś. Dziękuję, że Jesteś.

      Usuń
  4. To właśnie jest smutne, że co prawda my stawiamy budowlę, ale to ktoś wylewa fundamenty. Najczęściej są to ci co nas wychowują w najwcześniejszym dzieciństwie - szkoła, rodzice, opiekunowie. Na chwiejnych, dziurawych fundamentach nie powstanie silna konstrukcja. Jeśli ktoś całe życie wmawia komuś, że jest do niczego, trudno być odważną, pewną siebie osobą. Dobrze, że masz siłę rozebrać budowlę, która Cię nie satysfakcjonuje, by od nowa sama i świadomie wybudować solidną podstawę. Wierzę, że jest to możliwe i że Ci się uda! Pozdrawiam :)

    niestworzone-rzeczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba być dobrym architektem i budowniczym swojego życia. Jeszcze dużo nauki i pracy przede mną, ale również wierzę, że nie pójdzie na marne... Dziękuję :)

      Usuń
  5. Jestem na takim rozdrożu jak Ty. Ostatnio przyjaciółka powiedziała mi to, co napisałaś w poście. Nie zbuduję niczego na rozpadających się i niestabilnych fundamentach. Remont fasady też niewiele pomoże, gdyż maskowanie problemów niczego nie zmieni. Czasem trzeba zacząć wszystko od nowa, niezależnie od trudności i wyrzeczeń. Pozdrawiam i trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Niestety trzeba również liczyć się z trudnościami. Kiedy wydaje się, że coś udało się zbudować, zawsze znajdzie się jakiś choćby mały defekt, który potrafi zburzyć wszystko... I znowu trzeba zaczynać od nowa... Dziekuję Natalio, Tobie również życzę powodzenia i wytrwałości.

      Usuń
  6. Silna i niedostępna na zewnątrz, a bardzo emocjonalna w swoim małym świecie, całkowicie odgrodzonym od zewnętrznego. Za dobrze to znam... W pewien sposób przypomina mi to Gombrowiczowską "gębę". Przed innymi udajemy pewnych siebie, twardych, by tak naprawdę nie zostać zranionym... Jednak czy da się jednak całkowicie uciec od "gęby" skoro ucieczka z jednej, prowadzi nas do innej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się uciec od siebie samego. Prędzej czy później zaczniemy "pękać" a nasz zewnętrzny pancerz zacznie się rozpadać...

      Usuń
  7. Możesz być "na zewnątrz drapieżna jak lwica, a w środku krucha i delikatna" albo na zewnątrz krucha i delikatna, a w środku drapieżna jak lwica (kombinacji jest wiele) - nic z tego wyboru nie jest złym wyborem, pod warunkiem że to co wybierzesz najbardziej do ciebie pasuje i dobrze się z tym czujesz. Każdy MA być sobą i jedynie czego powinien się nauczyć to asertywności - bronienia siebie, swoich racji, swojego dobrego imienia, swojego życia i decyzji. Dążyć do celu jaki sobie wyznaczyliśmy bez względu na to co ktoś o tym myśli, jedni uważają skok ze spadochronu to idiotyzm inny za cudowną przygodę życia którą wciąż podejmuje - można tak wyliczać bez końca. NIE NALEŻY SIĘ SIEBIE WSTYDZIĆ ZA TO KIM SIĘ JEST tylko zaakceptować, pokochać, wierzyć i przede wszystkim do diabła nie należy zmieniać się dla innych! Tak moim skromnym zdaniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak powinno się do tego podejsć - do siebie. Świetnie ujęte. Od siebie dodam, że drapieżna jak lwica miałam na myśli również pewien wyuczony od dziecka mechanizm, który poniekąd rządzi moim sposobem podejścia do życia, jak do nieustannej walki. I choć owszem, życie często przypomina walkę, niestety balansuję między skrajnościami i brakuje mi w tym pewnej równowagi. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Zastanawiam się czy bycie sobą przypadku osoby, która miała trudne dzieciństwo jest takie oczywiste. Co to znaczy być sobą jak twoje " sobą " jest pokręcone, zalęknione,smutne,niedowartościowane, wymuszone przez innych itd.
    Jestem osobą okaleczoną przez dzieciństwo, przez ludzi którzy powinni mnie kochać już z samego założenia a nie kochali, przez ludzi którym wierzyłam że w takim razie może oni będą mnie kochać ale i ci mnie nie kochali, przez ludzi którzy nie musieli mnie kochać ale przecież mogli ale i ci też mnie nie kochali.
    Uważam się za osobę chorą emocjonalnie a to nie pozwala żyć a już na pewno szczęśliwie. Walczę więc o każdy dzień swojego życia i o ironio nie staram się być "sobą" , bo moje "sobą" jest smutne i krwawi, bo nie wiem co to znaczy być "sobą" skoro masz potyraną psychikę...Ale trzeba żyć i trzeba walczyć i zbudować swoje " sobą"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te słowa - jakże są mi znajome, jak prawdziwe i smutne... Choroba emocjonalna - dokładnie tak mogę nazwać to, co drąży mnie od środka, co nie pozwala "normalnie" żyć, chociaż tak bardzo by się chciało... Aniu, dziękuję za wpis i z całego serca życzę Ci, żebyś zbudowała swoje "ja", odnalazła w życiu to, czego najbardziej Tobie i mi w życiu brakowało: bezwarunkowej miłości, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa. Pozdrawiam

      Usuń
    2. ...Ale trzeba żyć i trzeba walczyć i zbudować swoje " sobą"- to zdanie napisałam dla Ciebie, bo jesteś jeszcze młodą osobą ale mnie to już nie dotyczy

      Usuń
  9. Świetnie napisane. Lęk niewątpliwie zabiera siłę naszej postawie życiowej, sama go doświadczam, ciężko czując go stać się osobą silną w każdej dziedzinie życia, może w kilku mi sie udaje, ale te do których czuję lęk, uprzedzenie z przeszłości (ona ma przecież ogromne znaczenie dla naszej przyszłości) biorze górę i znowu ,,przegrywam''. Ale też walczę, tak jak Ty, a sama walka to już część zwycięstwa, nie ważne jak źle było, ale jak dobrze może jeszcze być. Zmiana myślenia to rzecz pozornie prosta, ale tylko pozornie, bo zakorzeniony tok myślenia wraca do nas i wraca. Kiedyś się uda!
    Pozdrawiam i obserwuję, bo mądrze piszesz
    Zapraszam również do nas:
    world-of-crazy-sisters.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń