sobota, 13 maja 2017

Za bardzo


Mówisz, że jestem "za bardzo",
Że za bardzo chcę.
Za bardzo mi zależy.
I że za bardzo się staram.
Wszystko za bardzo.
I choć przyjmuję twoje słowa jak konstruktywną krytykę,
Szanuję jak radę osoby, która naprawdę dobrze mi życzy.
Jednocześnie odbieram je jak podszyty, zupełnie inny komunikat.
I choć powinnam przemilczeć, pokornie przyjąć i wziąć do serca (obiecuję, że głęboko się nad twoimi słowami zastanowię).
Pozwól jednak, że najpierw przedstawię swój obraz tego jak ja to widzę.
Może odbierzesz to za bezsensowną interpretację.
Może nawet jako obronę kogoś, kto broni się w niesłusznej walce...

Wiem, że czasem jestem/bywam ekspansywna- nadmiar trudnej do powstrzymania, rozpierającej mnie energii nie sposób nie zauważyć i nie dosłyszeć- wszędzie mnie pełno.
Innym razem zaś, jestem/bywam wycofana, milcząca, nawet jakby niedostępna i mroczna.
Jestem zawsze za bardzo.
W tę albo w drugą stronę.
Jednak za bardzo.
I wiesz, jest w tym sporo racji.
Ale najpierw mnie wysłuchaj:

Nie jestem stałą prostoliniową.
Jestem zmienna.
Jak pory roku.
Zmieniają się i nadchodzą, nikogo nie pytając o zgodę.
Postępują zgodnie z własnym cyklem i nigdy wbrew własnej naturze.
Nie wiem, czy rozumiesz to, co chcę ci przekazać.
Musisz wiedzieć, że taka jest moja natura. Taka jestem ja. W całości.
Kiedy zwróciłeś mi uwagę- przyjęłam do wiadomości.
Ale moje pytania brzmią: dlaczego uważasz, że to jest złe?
Czy to nie jest tak, że twoja rada brzmi: musisz się dostosować, bo tu do nas nie pasujesz?
Dlaczego chcesz wstawić mnie w wasze ramy? Czy to oznacza, że muszę być taka jak inni?
Dlaczego nie chcesz, żebym była po prostu sobą. Taką prawdziwą?
Nie uważasz też, że prawie wszyscy wokół kogoś udają?
A może zamiast zmieniać siebie, powinnam zmienić towarzystwo?
Nie rozumiem jeszcze określeń: że za bardzo chcę, za bardzo mi zależy i że za bardzo się staram.
Nie wiem co masz na myśli?
Co złego w tym, że się angażuję?
Że nikogo ani niczego nie udaję?
Że daję z siebie wszystko, nawet jeśli nikt tego nie doceni, a wręcz skrytykuje?
Że jak się śmieję, to słychać na całego?
Że jak się smucę, to szczerze ale nigdy nie na pokaz?
Co złego w tym, że we wszystko wkładam mnóstwo serca, energii, pasji?
Że staram się robić wszystko tak, jakby miało być ostatnią dokonaną rzeczą w życiu?
Czy tak naprawdę nie o to w tym wszystkim właśnie chodzi?
Żeby być prawdziwym we wszystkim co się robi. By nikogo nie udawać.
Nie oszukiwać
W życiu, w pracy, we wszystkim.

Więc...

Jestem jaka jestem.

Całą sobą.

Na tle sztuczności, fałszu i udawania.

Za bardzo.



Prawdziwa.

poniedziałek, 1 maja 2017

Morze mojej samotności


Wynurzam się.
Z morza samotności.
Otoczonej myślami głęboko oderwanych od rzeczywistości.
Jest mi tam dobrze.
Nadzwyczaj dobrze.

Wychodzę na ląd.
Sprawdzam i konfrontuję.
Czy potrafię bez niej żyć.
I czy ona potrafi istnieć beze mnie.
Moja samotność.

Wracam.
Raz po krótkiej innym razem po dłuższej przerwie.
Potrzebuję jej.
Jak wiernego towarzysza.
Ona zawsze zaczeka. Zawsze przyjmie. Wybaczy.

Zanurzam się.
W morzu mojej samotności.
Jesteśmy dla siebie (s)tworzeni.
Zrozumiałam, że bez tego morza po prostu nie mogę.
Nie potrafię nic.

Nawet żyć.


Ayo, "Morze mojej samotności" 01 maj 2017