sobota, 28 listopada 2015

Gdy tak do mnie mówisz...



Uwielbiam, gdy tak do mnie mówisz...
Swoją ciepłą barwą głosu. Jego tembr działa na mnie jak balsam. Oblewa kojącym ciepłem. Leczy rany. Unicestwia wszelkie lęki. Reguluje tętno rozedrganego serca. Wycisza i uspokaja, niosąc chwile największej beztroski i poczucia bezpieczeństwa w największym chaosie.

Uwielbiam, gdy tak na mnie patrzysz...
Swoim łagodnym i skupionym wyłącznie na mnie spojrzeniem. Jestem jakby skąpana w Twych oczach. W poczuciu ważności i wyjątkowości spośród wszystkich innych osób na ziemi. Wyraźnie pojmuję nie tylko własne jestestwo ale i sens istnienia tu na ziemi.

Uwielbiam, gdy tak do mnie uśmiechasz się...
Swoim dyskretnym uśmiechem, który zarezerwowany jest wyłącznie dla mnie. Wyraźnie widzę tę subtelną różnicę. Jest jak przekaz mówiący „cudownie, że jesteś”. W jednym momencie rozpogadza najbardziej zachmurzone niebo. Moje niebo.

Takie niewidzialne, ponadwymiarowe porozumienie.

Niech nie przestaje trwać.

Bez względu na czas, odległość, różnice.

piątek, 20 listopada 2015

Znam takie spojrzenie...


Znam takie spojrzenie, które dotyka...
Penetruje wnętrze. Dociera do najgłębszych zakamarków. Dotyka śledziony. Aż wreszcie przenika na wskroś. Wywołuje drgania i mrowienie. Jest tak silne, że na chwilę musisz oderwać wzrok – inaczej stracisz nad nim kontrolę.

Znam takie milczenie, które wyraża więcej niż tysiąc słów...
Przekazuje to, czego nie trzeba nazywać. Zastępuje setki zdań, których trzeba by użyć, żeby opisać to, o czym się tak wymownie milczy. Wszystko staje się tak oczywiste i tak szczere jak nigdy przedtem. Najlepsze konwersacje nigdy nie słyszały tego, o czym mówi milczenie.

Znam taki dotyk, który jest ledwo muśnięciem... 
Choć nie łączy w boski splot, wyraża uniesienie większe niż nie jeden szczyt. Jest tak subtelny i delikatny a mimo to powoduje lepsze ukrwienie. Przewodzi natężenie elektryczności, które w ułamku sekundy staje się wyraźnie wyczuwalne. Od głowy po czubki palców u stóp. Przypomina poparzenie, które nie zostawia blizny, lecz pamięć o sobie.

To jak Ocean w kropli wody albo Wszechświat w atomie.

Nazwij to jak chcesz...

...

piątek, 13 listopada 2015

Smutas


Czy dostrzegłeś/aś pewne zjawisko?
Mianowice to, że ludzie, którzy często obdarzają swoim uśmiechem, wygłupiają się i parodiują, czy jakkolwiek próbują rozbawiać i wywołać uśmiech na twarzach innych – prywatnie, w samotności i w ukryciu – są to największe smutasy.
Kiedy „opada kurtyna” i nikt nie widzi – ich radość i śmiech najczęściej zanika.
Jest w tym rodzaj aktorstwa.

Zapytasz – jak to możliwe?
To proste.

„Bez cierpienia nie rozumie się szczęścia”
Fiodor Dostojewski

Najpiękniejszym uśmiechem, najszczerszą radością obdarowują ludzie, którzy doskonale znają smak cierpienia i smutku. To osoby przepełnione niezwykłą empatią. Często wystarczy, że spojrzą komuś w oczy (nawet zupełnie obcej osobie) i od razu wiedzą, że coś jest nie tak. Ponieważ doskonale rozumieją ten stan, wręcz „z automatu” włącza im się chęć wywołania uśmiechu na smutnej buzi. Czasem po prostu się uśmiechają, innym razem wręcz błaznują, oby tylko czyjś największy smutek zamienić choćby na mimowolny uśmiech.

Próbowałeś/aś kiedyś kogoś rozbawić?
A wydobyć z siebie uśmiech „przez łzy”, pomimo wewnętrznego smutku, czasem wręcz skrywanego dramatu?
Zwróciłeś/aś uwagę ile życiowej energii potrzeba na to zużyć?
Często to nie lada wysiłek!!

„Zarażanie” uśmiechem innych można przyrównać do chęci niesienia pomocy.
To jak filantropia i wolontariat.
Jednocześnie możliwość czerpiania z tego radości oraz poczucia bycia potrzebnym.

Uśmiech jako zapłata za uśmiech – fenomenalne !!!

A uśmiech – przecież potrafi zdziałać cuda. Magia i moc sprawcza tej najprostszej czynności potrafi kruszyć i przełamywać wszelkie lodowce, a kto wie, czy nie ocaliła komuś życia...

Doceńmy to, bo nie wiemy ile łez może stać za tym pięknym uśmiechem oraz ile wysiłku czasem potrzeba, by móc go z siebie wydobyć...

Uśmiech nic nie kosztuje a jednocześnie posiada wielką wartość.

Zatem mijając kogokolwiek uśmiechającego się do Ciebie - nie zabijaj sobie głowy niepotrzebnymi pytaniami, nie uznawaj tego za dziwactwo - po prostu UŚMIECHNIJ SIĘ.


Otrzymać dar – uśmiech drugiego człowieka – bezcenne.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Dziwne uczucie


Dziwne uczucie.
Dowiadujesz się o śmierci niby zupełnie obcej osoby, którą znało się tylko z widzenia i wymieniało zwykłe „dzień dobry” i nagle czujesz, że mimo wszystko jakoś cię ta wiadomość dotyka.
Zdziwienie. Co najmniej jakby śmierć nie istniała. Jakby nie dotyczyła znanych ci osób i nas samych. Myślisz: ale jak to ?! Przecież przedwczoraj się z nią mijałam... Jaka szkoda, że jej już nie ma. Wydawała się całkiem miła i sympatyczna. Kto by pomyślał, że tak ciężko choruje i w ogóle dlaczego tak szybko odeszła...

I to są właśnie takie momenty, w których na chwilę zwalniamy... Robimy szybki reset. Głównymi absorbującymi nasz umysł zasobami przestają być przyziemne sprawy. Zły dzień. Kiepsko w pracy. Marne finanse. Kolejna rata kredytu do spłacenia. Migrena. Wszystko to przestaje mieć znaczenie. Zaczynamy dopuszczać myśli o kruchości i wartości naszego życia. Przebłysk, że nie możemy się bezustannie zamartwiać i gonić do utraty tchu. Szybka analiza, że trzeba cieszyć się życiem dopóki się da. Przestać narzekać. Zacząć doceniać.

Szkoda, że to działa na krótko.
Celowo o tym zapominamy czy to nasza zawodna pamięć?
Mija dzień, dwa i zupełnie zapominamy o tej chwili. O tym ułamku kilku sekund, w których przewija się nasze życie. O myśli – złożonej sobie obietnicy, że będziemy doceniać to co się ma i cieszyć każdym dniem. Niestety. Jak ślepcy znów wpadamy w tę samą pułapkę. Częściowo skonstruowaną przez System, w którym żyjemy a częściowo w tę, którą zastawiamy na siebie sami. Szybko zatracamy poczucie upływu czasu. Znów grzebiemy i mozolimy się w tym samym bagnie...

Szkoda, że ja też się w tym wszystkim zatraciłam.
Na szczęście jest jutro.

Spróbuję od nowa...