niedziela, 30 lipca 2017

Tajemnica


Tajemnica.

Misternie utkana.
Z każdego spojrzenia.
Dotyku.
Zapachu.
Głosu.
Jak pajęcza sieć.
Subtelna, prawie niezauważalna.
Jednocześnie silna i wytrzymała.
Łączona z masy emocji i uczuć.

Spójrz na gwieździste niebo.
Niech Cię nie zwiedzie to, co widzisz.
Ani Twoja własna „mądrość”.
Bo od tego co dostrzegasz wzrokiem potężniejsze jest to, czego nie widać gołym okiem.
Nie ma silniejszej konstrukcji w całym Wszechświecie.
Mistyczna sieć, na której oparte są wszystkie ciała niebieskie.
Nawet te o najcięższej masie.
A wszystko wokół ma moc wzajemnego oddziaływania.
Niby żyje własnym życiem, a jednak nie bez wpływu na wszystko inne.

Dzieli je wszystko.                                               
Łączy tajemnica.
W symbiozie współistnienie.
Widzialne z niewidzialnym.
Iluzja z rzeczywistością.
Tak dalekie od siebie.
Jednak współzależne.
I choć dzieli nas (je) wszystko.
Łączy tajemnica.

Ayo „Tajemnica” lipiec 2017

niedziela, 23 lipca 2017

Lepiej nie wiedzieć


Lepiej nie wiedzieć.

Ile oddechów tylko.
Ile uderzeń serca zostało.

Lepiej nie wiedzieć.

Jak niewiele wschodów przed nami.
Ile zachodów do nie-zobaczenia.

Lepiej nie wiedzieć.

Co za dwa lata i za rok się okaże.
Czy to co dziś- jutro już nic nie warte.

Lepiej nie wiedzieć.

Tego co nam zapisano.
Co los przyniesie.

Niech tajemnicą zostanie.


Ayo „Lepiej nie wiedzieć” 23.07.2017

sobota, 13 maja 2017

Za bardzo


Mówisz, że jestem "za bardzo",
Że za bardzo chcę.
Za bardzo mi zależy.
I że za bardzo się staram.
Wszystko za bardzo.
I choć przyjmuję twoje słowa jak konstruktywną krytykę,
Szanuję jak radę osoby, która naprawdę dobrze mi życzy.
Jednocześnie odbieram je jak podszyty, zupełnie inny komunikat.
I choć powinnam przemilczeć, pokornie przyjąć i wziąć do serca (obiecuję, że głęboko się nad twoimi słowami zastanowię).
Pozwól jednak, że najpierw przedstawię swój obraz tego jak ja to widzę.
Może odbierzesz to za bezsensowną interpretację.
Może nawet jako obronę kogoś, kto broni się w niesłusznej walce...

Wiem, że czasem jestem/bywam ekspansywna- nadmiar trudnej do powstrzymania, rozpierającej mnie energii nie sposób nie zauważyć i nie dosłyszeć- wszędzie mnie pełno.
Innym razem zaś, jestem/bywam wycofana, milcząca, nawet jakby niedostępna i mroczna.
Jestem zawsze za bardzo.
W tę albo w drugą stronę.
Jednak za bardzo.
I wiesz, jest w tym sporo racji.
Ale najpierw mnie wysłuchaj:

Nie jestem stałą prostoliniową.
Jestem zmienna.
Jak pory roku.
Zmieniają się i nadchodzą, nikogo nie pytając o zgodę.
Postępują zgodnie z własnym cyklem i nigdy wbrew własnej naturze.
Nie wiem, czy rozumiesz to, co chcę ci przekazać.
Musisz wiedzieć, że taka jest moja natura. Taka jestem ja. W całości.
Kiedy zwróciłeś mi uwagę- przyjęłam do wiadomości.
Ale moje pytania brzmią: dlaczego uważasz, że to jest złe?
Czy to nie jest tak, że twoja rada brzmi: musisz się dostosować, bo tu do nas nie pasujesz?
Dlaczego chcesz wstawić mnie w wasze ramy? Czy to oznacza, że muszę być taka jak inni?
Dlaczego nie chcesz, żebym była po prostu sobą. Taką prawdziwą?
Nie uważasz też, że prawie wszyscy wokół kogoś udają?
A może zamiast zmieniać siebie, powinnam zmienić towarzystwo?
Nie rozumiem jeszcze określeń: że za bardzo chcę, za bardzo mi zależy i że za bardzo się staram.
Nie wiem co masz na myśli?
Co złego w tym, że się angażuję?
Że nikogo ani niczego nie udaję?
Że daję z siebie wszystko, nawet jeśli nikt tego nie doceni, a wręcz skrytykuje?
Że jak się śmieję, to słychać na całego?
Że jak się smucę, to szczerze ale nigdy nie na pokaz?
Co złego w tym, że we wszystko wkładam mnóstwo serca, energii, pasji?
Że staram się robić wszystko tak, jakby miało być ostatnią dokonaną rzeczą w życiu?
Czy tak naprawdę nie o to w tym wszystkim właśnie chodzi?
Żeby być prawdziwym we wszystkim co się robi. By nikogo nie udawać.
Nie oszukiwać
W życiu, w pracy, we wszystkim.

Więc...

Jestem jaka jestem.

Całą sobą.

Na tle sztuczności, fałszu i udawania.

Za bardzo.



Prawdziwa.

poniedziałek, 1 maja 2017

Morze mojej samotności


Wynurzam się.
Z morza samotności.
Otoczonej myślami głęboko oderwanych od rzeczywistości.
Jest mi tam dobrze.
Nadzwyczaj dobrze.

Wychodzę na ląd.
Sprawdzam i konfrontuję.
Czy potrafię bez niej żyć.
I czy ona potrafi istnieć beze mnie.
Moja samotność.

Wracam.
Raz po krótkiej innym razem po dłuższej przerwie.
Potrzebuję jej.
Jak wiernego towarzysza.
Ona zawsze zaczeka. Zawsze przyjmie. Wybaczy.

Zanurzam się.
W morzu mojej samotności.
Jesteśmy dla siebie (s)tworzeni.
Zrozumiałam, że bez tego morza po prostu nie mogę.
Nie potrafię nic.

Nawet żyć.


Ayo, "Morze mojej samotności" 01 maj 2017

sobota, 15 kwietnia 2017

Miłość nie umiera


Miłość nie umiera.
Nigdy.

Spośród wszystkiego co ma swój koniec.
Ona jedna jest nieśmiertelna.
I to jest dowód na jej istnienie.

To ona powołuje do życia.
Bo sama jest wieczna.
Umiera tylko to, co nią nie jest.

By to co skażone przyoblec w nieskażoność.
W niezasłużonej życzliwości,
Raz ofiarowana jest dana na zawsze.

Miłość nie umiera.
Nigdy.


Ayo "Miłość nie umiera", 15.04.2017

sobota, 8 kwietnia 2017

Prawda


Prawda.

Obroni się sama.
Bez niczyjej pomocy.
Może nie od razu.
Prawda się nie tłumaczy.
Nie narzuca swoich racji.
Nie ujada ani nie potrzebuje walki.
Ona cierpliwie zaczeka.
I nie chodzi o tryumf.
Nie rzecz jest w zwycięstwie.
Bo prawda się nie unosi.
Nie napawa pychą.
W stosownym czasie otworzy oczy.
Bez słów okaże swą obecność.

Do prawdy trzeba dojrzeć...
...I gdy będziemy na to gotowi.
W stosownym czasie przyjdzie.

Zrozumienie.

„...i poznacie prawdę, i prawda Was wyzwoli” - (Ew. Jana 8:32)


"Prawda", Ayo 19.03.2017

sobota, 18 marca 2017

Sms(L)ove


Kocham - łatwiej napisać, trudniej (wy)powiedzieć.

Masz związane usta lecz odważne myśli.
Po drugiej stronie.

Tam żyjesz w innym świecie.
Tylko swoim świecie.

Układasz w nim słowa.
Próbujesz nazwać to, czego nie masz odwagi głośno (wy)powiedzieć.

Kiedy mnie mijasz nie potrafisz nawet spojrzeć mi w twarz.
Unikasz mojego wzroku, chcąc jakby ukryć to, o czym pisałeś.

Tworzysz coś w rodzaju gry komputerowej.
Za klawiaturą telefonu stajesz się bohaterem- we własnych oczach.

Nie mam Ci tego za złe- nie moja w tym rzecz.
To świat, a w nim Ty- taki jakim chciałbyś się w nim widzieć.

Jest mi tylko żal.
Nas.
(Nie)dorosłych.

Skrytych wrażliwców.
Bojących się, że głośne i wprost wyznanie swoich uczuć jest oznaką słabości.

Pragnących akceptacji, której sobie sami nie potrafią ofiarować.
Bojących się odrzucenia i skazujących się przez to na głęboką samotność.

Pozdrawiam cię.
Choć nie w pełni rozumiem - nie muszę rozumieć.
Szanuję twoje sms(L)ove wyznania.
Nie gardzę uczuciami nawet, jeżeli są nieodwzajemnione.

Życzę Ci miłości i odwagi.

Nie dla mnie.

Okaż je dla siebie.


Ayo 18.03.2017

czwartek, 9 marca 2017

Takiego serca


Pragnę takich oczu.
Jak ocean bezkresnej akceptacji.
Wzroku jak kąpieli, która oczyszcza z wszelkiego skażenia.
By móc zanurzyć się w głębi nieopisanego zrozumienia.
W poczuciu najniższej godności ujrzeć swe wartościowe odbicie.

Pragnę takiego głosu.
Co otula jak ciepłym kocem.
Karmi wygłodniałego i podnosi upadającego.
Każde słowo jak dech życiodajny tchnięty w martwotę.
Dźwięk, który wydobywa uśmiech z najgłębszej otchłani.

Pragnę takiego serca.
Stałego w nim miejsca.
Co w niezafałszowanej tkliwości udziela schronienia.
Jest oazą dla wędrowca i wyspą dla rozbitka.
Nie pyta, nie osądza, nie gardzi.


Szukam tego, co zagubione.
Zasypane jak starożytne miasto.
Rozglądam się, lecz nie mogę dostrzec.
Pytam, lecz nikt nie odpowiada.
Ze spuszczonym wzrokiem odchodzę.

Nie ma. Nie tu. Nie dziś.


Ayo 12.02.2017

piątek, 17 lutego 2017

Wybacz mi


Nie mogłam Ci wiele dać.

Nawet sobie nie mam nic do zaoferowania.

Jak dać miłość, skoro jej brak?

Jak dzielić się powietrzem, jeżeli samemu nie można złapać tchu?

Jak pozwolić komuś wejść, gdy w środku pełno rozbitego szkła?

Nie można chwytać się tonącego, żeby razem z nim nie utonąć.

Może właśnie to w największym okrucieństwie jest objawem miłości.


Nie mogłam Ci wiele dać.


Wybacz mi.


Ayo styczeń 2017

czwartek, 9 lutego 2017

Przezwyciężyć swojego demona


Trafiłeś w życiu na swojego demona?
Kto wie, może nawet na kilku, albo też tego samego w różnych postaciach?
Ja trafiłam.
Mierzę się z nim ostatnio dość często.
Jednocześnie odkrywam coraz to nowe granice własnej wytrzymałości.
Nie chodzi mi tu o działanie jakiegoś nieszczęśliwego przypadku czy kierownictwa złego losu – chociaż szczęściem tego nazwać nie można – lecz o taką szczególną postać. Osobę, która pojawiła się w moim życiu i …

...Właśnie... i zaczynam odnosić przedziwne wrażenie, że coś nie gra. Pierwszy epizod – może mi się tylko tak wydaje. Drugi epizod – niby nic się nie stało ale w środku boli i przykro. Kolejny – czas się zastanowić, czy ze mną wszystko w porządku. Następny – pewność, że ze mną wszystko w porządku a przyczyna tkwi w kontakcie z postacią. Postać nosi w sobie niezliczone pokłady jadu. Czyha na okazję aby móc zadać cios. Czai się, jak ukryty zwierz, żeby niepostrzeżenie przypuścić atak i wbić przysłowiową „szpilę”. Czerpie z tego nieukrywaną satysfakcję, jakby to działanie stanowiło swoisty pokarm. Ten demon swoim ostentacyjnym sposobem bycia, porozumiewania się (czytaj: uszczypliwymi wypowiedziami) a nawet milczeniem (czytaj: bez kija nie podchodź), wzbudza we mnie negatywne emocje. Burzy mój wewnętrzny spokój i powoduje niewytłumaczalne osłabianie/zaniżanie poczucia własnej wartości. Stosuje taki rodzaj psychomanipulacji, że o mały włos uznałabym, ba, uwierzyłabym, że to wszystko „moja wina”. Wina polegająca na tym, że Jestem. Jestem i żyję na tym samym świecie, oddycham tym samym powietrzem, dzielę to samo pomieszczenie i... często się uśmiecham do świata i ludzi – to dopiero irytuje.

Cóż robić? Uciekać?
Proszę, tylko nie mów: nie przejmuj się – to najgorsza z możliwych „rad”.
Co jeśli to postać z pracy a na horyzoncie brak innej perspektywy?
Można odzyskać estetykę psychiczną/zdrowie – rzucić pracę i „zęby w tynk”.
Można stracić zdrowie psychiczne/fizyczne – ale zarabiać i mieć z czego płacić rachunki.
Niestety, ale taki demon trafia się w najtrudniejszych sytuacjach.
Trzeba się z nim mierzyć jednocześnie pokonując własne słabości.
Pytanie – za jaką cenę?
Kiedy czas się wycofać?
Czy zwycięstwem jest „iść w zaparte” mimo tych przeciwności? A może to właśnie odpuszczenie i wycofanie się z „chorej” sytuacji okaże się zwycięstwem zbawiennym dla naszego wewnętrznego samopoczucia?


Jak przezwyciężyć demona?
Pokonując własne słabości.
Nie ważne jaką decyzję się podejmie.
Najważniejsze to nie pozwolić na przejęcie kontroli nad naszymi uczuciami.
Nie dać się zastraszyć.
Nie dopuścić do przejęcia władzy nad nami samymi.


To jest zwycięstwo.